facebook

Social Icons

twitterfacebookgoogle plusrss feedemail
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gospodarka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 23 grudnia 2018

Brexit. Nigdy nie kończąca się historia?

Zamieszanie, jakie stworzyli Brytyjczycy swoją nierozsądną decyzja w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, doprowadzi do wielu zmian, tak w polityce, jak i gospodarce europejskiej. 

Jakie to będą zmiany oraz jakie będą niosły skutki, to w dalszym ciągu sfera domysłów, bo nikt nigdy takiej sytuacji nie doświadczył. Wszystko co jest wypisywane i wygadywane można w dużej części włożyć miedzy bajki. Wiele instytucji tworzy rożne scenariusze, ale z nimi jest tak, jak z biznesplanem. Wszystko kręci się wokół niepewności i ryzyka. Dopiero praktyka pokazuje, ile w biznesplanie było życzeń, a ile wiedzy autora pomysłu na biznes!

W tym krótkim felietonie nie zmierzam kreślić swoich przypuszczeń na przyszłość po-brexitową, albo powtarzać zasłyszanych opinii.  Jedno wydaje się wszak bardzo prawdopodobne. Brytyjczycy, a w każdym razie ich elity, będą chciały się z tego wykręcić. Jak to zrobią? Starą metodą na przeczekanie. Wyjdą z UE bez porozumienia, co będzie oznaczało konieczność negocjowania tysięcy umów gospodarczych i politycznych w niemal każdej dziedzinie ... ale do czasu ich wynegocjowania wszystko pozostanie po staremu. 

Nikt rozsądny nie pozwoli sobie na chaos gospodarczy, chociaż nie brakuje w świecie sił, które unijnemu chaosowi bardzo kibicują. Pytaniem jednak jest, czy tego rozsądku jest wystarczająco dużo w Europie? Wiele rozstrzygną przyszłe wybory do parlamentu europejskiego i jaka z tego wyboru wyłoni się Europa.

Bez względu na wynik Brexitu, wydaje się niemal pewne, że Brexit zaprzepaścili szansę na ścisłą integrację państw europejskich  i  oddalił w czasie wizję liberalnego państwa europejskiego.  Nie wszyscy są zwolennikami tych idei, ale trzeba mieć świadomość, że alternatywą będzie wojna gospodarcza. Polska nie będzie miała w niej wielu atutów, i ile jakiekolwiek?

sobota, 8 kwietnia 2017

Rumunia rozprawia się z podatkami ... a w Polsce o tym cicho sza ...

Rumunii nie zwalniają
tempa i wprowadzają kolejne zmiany,
które służą obywatelom
Dziwnym trafem, ale chyba w pełni (nie)wytłumaczalnym, polskie media głównego nurtu milczą na temat podatkowej rewolucji, która ma miejsce od zeszłego roku w Rumunii. 

Polacy zapewne nic by na ten temat ne wiedzieli gdyby nie Internet. Mimo, że apogeum zmian podatkowych w Rumunii przypada na zeszły rok,  to Rumuni nie zwalniają tempa i wprowadzają kolejne zmiany, które służą obywatelom.

Obecnie na pierwszym miejscu polskich "ekonomicznych" list przebojów znalazło się 500+ i obniżony wiek emerytalny. Z wiekiem emerytalnym to w rzeczy samej jest kpina, bo najpierw wiek podwyższono, a teraz obniżono, czyli zachowano status quo!

Dlaczego nie mówi się o rewolucji podatkowej w Rumunii? Może ma na to wpływ stanowisko MFW i UE. Przecież wiadomym jest, że rząd w Rumunii likwiduje i obniża podatki wbrew sugestiom i opiniom ekspertów tych instytucji.

Cóż takiego zrobili i robią Rumunii ...

VAT
Od 1 stycznia 2016 roku podstawowa stawka podatku VAT w Rumunii obniżona została z 24% do 20%.  W czerwcu 2015 roku obniżono VAT na żywność z 24% na 9%. Od 1 stycznia 2017 roku podstawowa stawka podatku VAT w Rumunii wynosi 19%. Zapowiedziana została obniżka VAT do 0% na sprzedaż domów o wartości poniżej 100 tys. EUR.



dla uproszczenia 1 RON = 1 PLN

PIT
Od stycznia 2018 stawka PIT w Rumunii zostanie obniżona z 16% na 10%. Ulegnie likwidacja PIT za wynagrodzenie poniżej 2.000 RON miesięcznie oraz dla emerytur nie przekraczających 2.000 RON

MIKRO PRZEDSIĘBIORCA
PIT dla przedsiębiorców prowadzących 1-osobową działalność gospodarczą to 3%.  Po zatrudnieniu jednego pracownika PIT spada do 2%. Po zatrudnieniu dwóch pracowników stawka PIT spada do 1%.
Dla przedsiębiorstw, w których przychody przekraczają 100 tysięcy EUR podatek dochodowy wynosi 16%.

Kryterium przychodowe według którego przedsiębiorstwo zostaje zaliczane do mikro zostało podniesione z 65 tys. EUR rocznie do 100 tys. EUR rocznie.

KWOTA WOLNA OD PODATKU
Roczna kwota wolna od podatku od 1 stycznia 2018 roku zostaje podniesiona aż 8-krotnie z 3000 RON do 24000 RON.

PONAD 100 OPŁAT i PODATKÓW
W Rumunii jednorazowo zlikwidowano lub obniżono ponad 100 opłat, podatków i para podatków w tym:
  • doliczany do rachunków za prąd abonament RTV
  • opłatę środowiskowa, która była doliczana do ceny używanego samochodu
  • obniżono prawie 3-krotnie podatek od dywidendy do wartości 5%
  • opłaty konsularne
  • opłaty wędkarskie
  • opłata za wydanie paszportu
  • 20 rożnych opłat związanych z rejestracją handlu
Jakby tego było mało, to zapowiedziano ujednolicenie przepisów podatkowych w kodeksie gospodarczym, który wejdzie w życie z dniem 1 stycznia 2018.

Jak nietrudno się domyśleć z tych zmian nie tylko są zadowoleni obywatele, ale również Minister Finansów Rumunii. Sprzedaż detaliczna od  kwietnia 2015 do kwietnia 2016 wzrosła o 19%. Również wpływy do budżetu Rumunii wzrosły o 7% (marzec 2015 / marzec 2016).

Patrząc na rewolucję podatkową w Rumunii aż nie sposób nie zadać pytania: dlaczego w Polsce tak nie można? Tylko komu zdać takie pytanie? ... szkoda pisać ... na Berdyczów!

sobota, 19 listopada 2016

... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...

... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...
Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki ogłosił „konstytucję dla biznesu”. Nowe prawo dla działalności gospodarczej ma stanowić kartę praw podstawowych dla przedsiębiorców. Myślą przewodnią tego prawa jest zasada "... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...".

Jak dla mnie brzmi to trochę dziwnie, bo w państwie demokratycznym taka zasada to oczywista oczywistość. Nie w konieczności prawnego sankcjonowania tej zasady tkwi problem, a w jej stosowaniu. To prawo, które od dziesiątek lat jest uchwalane w Polsce pozostawia olbrzymie pole do wszelkich interpretacji. Co z tego, że w kolejnym "papierze" zostanie to formalnie usankcjonowane. Ta zasada w żadnym przypadku nie pozbawi urzędników możliwości interpretowania prawa gospodarczego w dowolny sposób. Będzie jak było, a może być tylko gorzej, bo ta zasada wprowadzona w dokumencie o randze ustawy da kolejny argument urzędnikom do własnych interpretacji przepisów. Obecnie wydano już miliony interpretacji przepisów prawa. Wiele z nich jest ze sobą nie spójnych, a nawet sprzecznych. Prawo zezwala na swobodną interpretację przepisów prawa przez różne urzędy. Tu tkwi problem, a nie w głoszeniu ... wyborczych haseł. Obawiam się, że zasada "... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ..." nie jest kierowana do przedsiębiorców, a do wyborców, którzy w większości o  prowadzeniu firmy i prawie gospodarczym  nie mają bladego pojęcia.


Niestety, ale Mateusz Morawiecki nic nie mówi o wyrzucenia do kosza tysięcy nikomu niepotrzebnych ustaw. Może warto spojrzeć na Rumunię, gdzie rumuński parlament z dnia na dzień wyrzucili na śmietnik wiele ustaw gospodarczych oraz dziesiątki drobnym podatków i quasi podatków.

Ludzie biznesu mają jeden cel podstawowy: prowadzenie swojej firmy w taki sposób, aby utrzymała się na rynku. Rolą państwa jest uchwalanie prostego prawa i egzekwowanie podatków zgodnie z tym prawem.

Zasada „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”, zasada niezmienności interpretacyjnej przepisów, zasada domniemania niewinności to podstawy wolnego rynku i demokracji. Tego nie ma potrzeby uchwalać. O tym każdy powinien wiedzieć w państwie demokratycznym.

czwartek, 30 czerwca 2016

Poszukiwany autor Brexitowego biznes planu!

Gdy kilka tygodni temu pisałem na swoim blogu Komentatorski o możliwości wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej nie wiedziałem jaki będzie wynik referendum, ale wiedziałem, że Brexit jest możliwy. I stało się. Brexit stał się faktem.


Next step: Brexit 2.0?
Co będzie dalej? To pytanie interesuje bardzo wielu ludzi na całym świecie? Ci, co powinni dać na nie odpowiedź milczą, albo udają, że ich to nie dotyczy. Borys Johnson tzw. twarz brexitowców schował się gdzieś i zapewne myśli o tym co zrobił? Zwycięzcy nie wychodzą na ulice i nie krzyczą. 

Najbardziej zastanawiające jest to, że Anglicy wydają się zaskoczeni całym tym zamieszaniem. W mediach brytyjskich rozpoczęła się zastępcza dyskusja, z której wynika, że wiele osób głosujących za Brexitem nie miało pojęcia za czym głosuje. Co za bzdury!!! Nie wiedzieli czym jest Unia Europejska do której należeli od ponad 40 lat? 70 procent społeczeństwa brytyjskiego poszło do referendum, aby zrobić sobie na złość? Te brednie kupy się nie trzymają.

Można opowiadać bzdury, że Anglia i Walia zagłosowała za, a nawet przeciw, bo tak naprawdę głosowali przeciw Cameronowi?  Cameron? Przejdzie do historii Zjednoczonego Królestwa jako Cameron Brexit. 

Co będzie dalej? Kto pisze biznes plan dla Wielkiej Brytanii po wyjściu z UE? Czy w ogóle ktoś się za to zabrał? Czy politycy są w stanie cokolwiek napisać, co będzie miało sens? 

W interesie Anglików jest powtórzenie referendum. Cameron nie rozpocznie procedury wycofywania Wielkiej Brytanii z UE, bo zapowiedział złożenie teki premiera. Z drugiej strony Niemcy i Francja chętnie pozbędą się Anglików z UE i będą naciskali na złożenie formalnego wniosku o wystąpieniu z UE.

Moja prognoza jest następująca ... Dojdzie do przedterminowych wyborów i wśród kandydatów do teki premiera będą tacy kandydaci, którzy zapowiedzą, że ich wybór oznacza ponowne referendum w sprawie Brexitu.

Wielka Brytania nie złożyła formalnego wniosku o wystąpienie z UE, ale:
  • S&P obniżył rating aż o dwa stopnie z najwyższego AAA do AA
  • z rynku brytyjskiego "wyparowało" 3 biliony USD
  • Londyńskie City trzeszczy w posadach
  • Szkocja otwarcie mówi o secesji 
  • rząd brytyjski zapowiedział podwyższenie podatków i obniżenie wydatków socjalnych po wyjściu z UE
To wszystko wydarzyło się w ciągu kilku dni po referendum. Kto napisał Brexitowy biznes plan? Żaba? Kto napisze biznes plan dla Wielkiej Brytanii po wyjściu z UE? Też Żaba?

czwartek, 5 maja 2016

Za 16 lat Polska dogoni Niemcy

Ludzie różne rzeczy mówią, bo wiedzą, że mało kto o tym będzie pamiętał po latach. Niektórzy mają trochę mniej szczęścia, bo jednak ktoś o tym pamięta. 

więc za 16 lat dogonimy Niemcy
Wielu Polaków jest czułych na punkcie doganiania najlepszych państw na świecie, cokolwiek by to miało znaczyć. Nikt już nie pastwi się nad drugą Japonią Lecha Wałęsy, bo to było tak dawno, że już stało się nieprawdą.

21 listopada 2012 w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt" można było przeczytać wypowiedź nie byle kogo, bo samego prof. Leszka Balcerowicza na temat doganiania Niemiec. Profesor powiedział wtedy:
" ... Po 1989 r. mieliśmy mniej niż 30 proc. niemieckiego poziomu. Teraz mamy ponad 50 proc (standard życia mierzymy wysokością dochodu na głowę przy uwzględnieniu siły nabywczej). W ciągu 20 lat Polska może dogonić Niemcy pod względem poziomu rozwoju gospodarczego ... Przy korzystnym scenariuszu za 20 lat. Jeżeli przyszłe rządy utrzymają określony kurs ..."
Oczywiście prof. Leszek Balcerowicz zastrzegł się i powiedział to warunkowo, ale ... cztery lata już minęły od tej wypowiedzi, więc za 16 lat dogonimy Niemcy.

Po co przytoczyłem tą wypowiedź? Bynajmniej nie po to, aby się czepiać. Chciałem wam tylko uzmysłowić, że wszyscy mamy zadanie do wykonania. Pozostało nam jeszcze 16 lat, więc bierzmy się wszyscy do roboty! Mission Impossible? Bynajmniej nie...

wtorek, 26 kwietnia 2016

Efekt planowego postarzania produktów może być (nie)oczekiwanie inny...

Temat celowego, lub jak kto woli planowego postarzania produktów nie jest wymysłem sfrustrowanych użytkowników, którym jakiś produkt odmówił "posłuszeństwa" ... znienacka i bez ostrzeżenia. Z tym, że nawet nowy produkt może się popsuć nikt nie będzie polemizował, bo przypadki chodzą po ludziach i ... produktach. Jednak z celowym postarzaniem produktu trudno się zgodzić. 

Czy producenci jednorazówek zaśmiecą świat?
Celowe ograniczanie czasu użytkowania produktu nie dotyczy wszystkich produktów, bo w wielu przypadkach jest to oczywistość (produkty z terminem użytkowania np. żywność, czy gaśnica samochodowa). Również niektóre produkty są tak skomplikowane technicznie, że część ich komponentów ma ograniczony czas użytkowania. Jest jednak olbrzymia grupa produktów, które formalnie nie mają ograniczonego czasu użytkowania, więc producenci pomagają im zestarzeć się szybciej, niż chciałby tego ich użytkownik.

Cały problem zaczyna się w momencie, gdy kończą się jakiekolwiek terminy gwarancyjne. W przypadku większości produktów naszpikowanych elektroniką i softwarem naprawy pogwarancyjne okazują się zbyt drogie. I tutaj dochodzimy do sedna sprawa, którą jest kolizja celów producenta i klienta. O ile producentom zależy na optymalizacji zysku, to klientom na czymś wprost przeciwnym, czyli na optymalizacji kosztów związanych z zakupem i użytkowaniem produktu. Te dwa cele nie mają żadnego punktu wspólnego. Są całkowicie przeciwstawne.  Od wzajemnego stosunku sił pomiędzy producentem, a jego klientami zależy kto wygra tą grę.  W tej grze jest jeszcze ktoś trzeci. To konkurencja danego producenta, ale w wielu przypadkach można mieć spore wątpliwości, czy konkurencja jest prawdziwa, czy też producenci w sprytny sposób potrafią podporządkować sobie rynek i co za tym idzie klientów. 

O celowym postarzaniu produktów mówi się coraz częściej, bo zjawisko przybiera na sile. Dawniej mówiło się mniej, co nie oznacza, że zjawisko nie występowało. Tego rodzaju działania mają miejsce od dziesiątek, o ile nie od setek lat ... bo przecież każdy producent zrobi wiele, aby jak najwięcej sprzedać swoich produktów. Z jego punktu widzenia jest to racjonalne. Z punktu widzenia ogółu społeczeństwa już niekoniecznie. Tracą na tym nie tylko klienci, ale i środowisko. Planowe postarzanie produktów to także olbrzymie marnotrawstwo zasobów naturalnych.

Wielu producentów tak projektuje swoje wyroby, aby były one w praktyce nienaprawialne. Z rynku znikają firmy, które zajmowały się pogwarancyjna obsługą produktów. Naprawy są zbyt drogie (koszt części) lub też technicznie niemożliwe.

W tym marnotrawstwie jest metoda, która bardzo chętnie kupuje klient. Przykład? Proszę bardzo. Zamiast kompletu 4 baterii renomowanej firmy za 12 zł, chętnie kupujemy zestaw 12 baterii z firmy no name za 6 zł. Efekt? Olbrzymie marnotrawstwo materiałowe.

Ponieważ "planowane postarzanie produktów" brzmi nie marketingowo i psuje firmie piar, więc trzeba było znaleźć wyjście. I znaleziono. Jednorazówki w „modzie”. Trend rozprzestrzenił się niemal na każdą grupę produktów konsumenckich (np. smartfony, drukarki, telewizory, a nawet samochody).

Żaden producent nie przyznaje się do planowego postarzania produktów. Konieczność częstej wymiany urządzeń tłumaczone jest postępem technologicznym i dobrem klienta! Praktycznie każde urządzenie sterowane jest przez mniej lub bardziej zaawansowany system operacyjny, a wiele z nich ma połączenie z Internetem. Aktualizacja oprogramowania w urządzeniu odbywa się zdanie i często bez wiedzy i świadomości użytkowania. To daje wprost nieograniczone możliwości producentom. Jak się przed tym bronić? Oto jest pytanie!

W końcu dostrzegły ten problem państwa i instytucje odpowiedzialne za utrzymanie porządku na rynku produktów. Jako pierwsza zareagowała Francja, wprowadzając w sierpniu 2015 roku zmiany w prawie energetycznym. We Francji planowane postarzania produktów uznano za przestępstwo. Również Komisja Europejska zauważyła problem skracania cyklu życia produktów i zaproponowała wprowadzenie pakietu ustaw dotyczącego gospodarki o obiegu zamkniętym. Te działania są bezsprzecznym potwierdzeniem istnienia tego nagannego zjawiska. Miejmy nadzieję, że odniosą skutek.

Skoro producenci w brutalny sposób zmuszają nas do zakupu de facto tego samego produktu w coraz krótszych okresach czasu, może warto w ten sam sposób z nimi zagrać. Dlaczego by nie wprowadzić obligatoryjnego, znacznie dłuższego okresu gwarancyjnego. Zamiast 24 miesięcy może 60 miesięcy gwarancji?

I jeszcze jedno. Planowe postarzanie produktów nie ma nic wspólnego z wolnym rynkiem. Jest jego wynaturzeniem.

środa, 8 lipca 2015

Demagogia biznesowa. Jak zarobić na bezpieczeństwie komunikacyjnym?

Kierowców, czyli wszystkich najlepiej łupić wszelkimi opłatami, bo jest to proste i skuteczne. Kierowców jest dużo i mają pieniądze na benzynę, więc jest niezłe źródełko. 

Jedną z opłat usankcjonowanych w prawie o ruchu drogowym jest tzw. obowiązkowe badania techniczne pojazdów samochodowych. Każdy musi raz na jakiś czas pojawić się u diagnosty i uiścić opłatę blisko 100 złotych.


W polskim Sejmie przygotowywana jest nowelizacja ustawy o ruchu drogowym, która przewiduje kolejne "udogodnienia". Jeżeli spóźnimy się choć o jeden dzień do diagnosty, to zapłacimy za tę usługę podwójną cenę. Jeżeli jakiś diagnosta myśli, że zarobi więcej to się myli. Weźmie tylko, co dotychczas, a "resztę" odda. 

Dodatkowo kierowca będzie musiał mieć ze sobą papierowe zaświadczenie od diagnosty. Pieczątka w dowodzie rejestracyjnym już nie wystarczy. Nie trudno domyśleć się, że jak ktoś nie będzie miał tego świstka przy sobie, to otrzyma stosowne pouczenie od stróżów prawa, ale w wymiernej walucie i zapewne nie będzie to mniej niż 100 kolejnych złotych. 
I to wszystko w dobie internetu, gdy każdy przegląd jest wpisany do centralnej bazy danych, a stróże prawa mają do tego dostęp online? 

To nie wszystko planowane "udogodnienia", ale jak zobaczymy to podliczymy się. 

Pomysłów w tej sprawie było dużo więcej. Jakiś czas temu głośno było o propozycji zwiększenia częstotliwości badań technicznych w interwale co pół roku dla samochodów 10 letnich i starszych.

Badanie techniczne samochodów nie obowiązują na całym świecie i nie mam na myśli czwartego świata. Na przykład w wielu stanach USA nie obowiązują żadne badania techniczne. Można też rozmawiać w czasie jazdy przez telefon i nie ma przymusu instalowania fotelików. Każdy motocyklista, który ma taką chęć może jeździć motocyklem bez kasku.

Swoją drogą badania diagnostyczne to nikomu niepotrzebny wydatek. Po pierwsze każdy potrafi sam o siebie zadbać i nie wsiądzie to niesprawnego samochodu, bo ten za chwilę rozkraczy mu się na środku jezdni. Potwierdzają to statystyczne badania na temat wypadków drogowych. Stan techniczny pojazdu jest przyczyną ułamka promila wypadków drogowych. W Internecie można znaleźć statystyki na ten temat. Oczywiście z argumentem, że jeżeli ocalimy w ten sposób chociaż jedno ... trudno dyskutować. Warto jednak wiedzieć, że na demagogii też można robić niezły biznes.

piątek, 31 stycznia 2014

Podatki w Polsce ... są jednymi z najniższych w Europie!

MF Mateusz Szczurek w wywiadzie udzielonym Polskiemu Radiu powiedział, że obciążenia podatkowe w Polsce są jednymi z najniższych w Europie. Zdaniem MF "nie mamy się czego wstydzić" Jednak, jak przyznał sam minister, podatki w Polsce są skomplikowanie. I właśnie w tym problem. Nawet nie w skomplikowaniu podatków Pani Ministrze tkwi problem, ale w ciągłym majstrowaniu przy nich.

Oczywiście ta wypowiedź MF ma drugie dno. Rząd szuka pieniędzy i jak zawsze sięgnie do kieszeni obywateli. Rząd chce zwiększyć podatki o około 24 mld zł, co przełoży się na wyciągniecie z kieszeni każdego obywatela 600 złotych. 

Jak to zrobią? Przede wszystkim rozszerzone zostanie spectrum czynności cywilno-prawnych, które obciążane będą 2% podatkiem (m.in o pożyczki odnawialne, które udzielane są przedsiębiorcom). Również rozszerzona zostanie skala stosowania podatku od nieruchomości. Nie jest jeszcze pewne jak będzie wyglądało ozusowanie tzw umów śmieciowych, ale to niemal pewna kolejna pozycja. Niebagatelny "uzysk" przyniesie likwidacja ulgi internetowej i likwidacja zwrotu VAT za materiały budowlane. Obłożone podatkiem CIT spółek komandytowo-akcyjnych to następna pozycja w ramach "zbiórki" do budżetu.

Wychodzi więc na to, że wypowiedź MF to czysty piar, który ma przykryć, lub jak kto woli wytłumaczyć zwiększanie obciążeń podatkowych w Polsce.

"Podatki w Polsce ... są jednymi z najniższych w Europie!" ... bitte lachen.

czwartek, 7 marca 2013

Akcyzę na samochody zastąpią podatkiem ekologicznym.

Od wielu lat w Ministerstwie Gospodarki trwają prace nad wprowadzeniem zaporowego podatku ekologicznego, którego głównym celem ma być ograniczenie importu używanych samochodów i nakłonienie kierowców do kupowania nowych samochodów. Z informacji przekazanych przez niektóre media wynika, że nabrały tempa prace Sejmowej Komisji Gospodarki nad dokumentem, w którym akcyzę na samochody proponuje się zastąpić podatkiem ekologicznym.

Preferowany wariant podatku zakłada jednorazową płatność podatku ekologicznego przy pierwszej rejestracji samochodu w Polsce. Wysokość podatku ekologicznego będzie zależna od takich czynników, jak: normy czystości spalin Euro oraz pojemność silnika. Do podatku doliczona ma być również obowiązkową opłatą za zezłomowanie pojazdu.

Wprowadzenie podatku ekologicznego zapewne znacznie ograniczy import samochodów, który i tak maleje z roku na rok. Pociągnie to za sobą zmniejszenie zapotrzebowania na usługi mechaników oraz dostawców części zamiennych do samochodów. 

Dla znacznej części polskiego społeczeństwa zakup nowego samochodu jest w dalszym ciągu nieosiągalny. Polacy kupują używane pojazdy tylko dlatego, że nie stać ich na nowe samochody. Czy podatek ekologiczny wpłynie więc na zwiększenie sprzedaż nowych pojazdów w salonach, czy też część Polaków po prostu zrezygnuje z posiadania samochodu?

Wprowadzenie podatku ekologicznego ma niewątpliwie wymiar fiskalny, a robione jest pod skądinąd szczytnym hasłem ochrony środowiska naturalnego. Czy suma summarum to się wszystkim opłaci pokaże praktyka. Czy wzrost dochodów budżetu państwa z tytułu podatku ekologicznego będzie na tyle większy niż dotychczasowe wpływy z z akcyzy, aby zniwelować spadek innych dochodów, które nowy podatek spowoduje? 

Gdyby tak naprawdę chodziło o ekologię, to przede wszystkim zniesiono by obowiązek używania świateł mijania w okresie letnim. Żadne statystyki nie potwierdzają skuteczności tej metody, a straty ekologiczne są bardzo wymierne. Więcej dla ekologi zrobiłoby przeniesienie ruch tranzytowego przez Polskę na tory. O tej propozycji jest bardzo cicho. Każdy uczestnik ruchu drogowego co chwila napotyka na swojej drodze samochody, które napędzane są przez różne wynalazki typu olej rzepakowy. To po prostu czuć.

Zamiana akcyzy na podatek ekologiczny, to pomysł typu zamiany kasy chorych na NFZ. Niczego z tego nie przybędzie. Niestety w niektórych państwach Unii Europejskiej taki podatek został wprowadzony, więc Polska też musi?

czwartek, 14 lutego 2013

Proste rezerwy już się wyczerpały.

Władze i autorytety ekonomiczne odtrąbiły, że w 2013 roku czeka Polskę spowolnienie gospodarcze, ale i tak będziemy na plusie. Czy spowolnienie gospodarki polskiej jest tylko wynikiem ogólnej słabej koniunktury w gospodarce światowej? Może jednak sprawa jest dużo bardziej poważna, bo wyczerpały się proste rezerwy, które do tej pory można było wykorzystywać?

Niestety, ale Polska w świecie nie kojarzy się z nowoczesnością i innowacyjnością. Konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych jest niewielka, bo polskie firmy w swoim ogóle nie są nowoczesne. Analityce oceniają, że przy takim tempie rozwoju osiągniemy średni dochód narodowy w Unii Europejskiej za 30 lat. To tak odległa perspektywa! W 1995 roku polski PKB był na poziomie 43% średniej w UE, a w 2011 roku na poziomie 65%. 

Dokąd pędzi polska gospodarka?
Czy widać w tym tunelu światełko dla polskiej gospodarki?

Jednak na doganianie w takim tempie nie mamy co liczyć. Jest więcej, niż pewne, że Polska gospodarka dostanie teraz przysłowiowej zadyszki. To nie jest nawet teza, ale pewnik, bo tak zawsze działo się z innymi państwami, które goniły czołowe gospodarki. Granicznym dochodem okazuje się 17.000 USD, a taki poziom Polska już przekroczyła. Jest więcej, niż pewne, że przez lata będziemy rozwijali się w dużo słabszym tempie, jeżeli rozwój będzie w dalszym ciągu oparty na zwiększaniu efektywności pracy i taniej sile roboczej.

Czy w związku z tym nigdy nie osiągniemy poziomu PKB najbogatszych państw świata. Zapewne takiego poziomu nie osiągniemy w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej, ale powinniśmy wyznaczyć sobie kamienie milowe i osiągać pojedyncze cele wzrostu PKB jeden po drugim. 

Ruszenie w pościg wymaga jednak wielu zmian i nie jestem pewien, czy nas na to stać. Po pierwsze powinno się postawić na innowacyjną gospodarkę. Tutaj tkwi olbrzymi potencjał wzrostu, bo obecnie jesteśmy innowacyjnym ogonem Europy. Po drugie należy zmienić prawo gospodarcze, które uwolni szczególnie drobnych przedsiębiorców z okowów biurokratycznych obowiązków i ciągłej podejrzliwości ze strony organów państwa. Wystarczy skopiować wzorce biurokracji brytyjskiej.

Czy jest to możliwe? Oczywiście, że tak.
Czy jest to realne? ....?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

W 2012 roku zrejestrowano w Polsce o 26% więcej firm, niż rok wcześniej.

Zwykle w latach kryzysowych firm ubywa na rynku, a w Polsce jest na odwrót. Wszyscy ekonomiści opowiadają tylko o kryzysie i prześcigają się w snuciu coraz to bardziej katastroficznych scenariuszy dla Polski. Firmy powinny więc upadać, zawieszać i likwidować działalność ... a jest inaczej.

Zgodnie z tym, co można wyczytać z rejestrów KRS, to w 2012 roku zarejestrowano w Polsce 31.000  podmiotów gospodarczych, w tym 29.300 to nowe przedsiębiorstwa. Wzrost ilości nowych przedsiębiorstw w 2012 roku w stosunku do poprzedniego roku kształtuje się na poziomie aż 26%. W 2012 roku zbankrutowało 35 razy mniej firm, niż rok wcześniej. Te dane podał kilka dni temu "Puls Biznesu".

To jak w końcu jest z tym kryzysem w Polsce? Czy ktoś w Polsce zna się na gospodarce, bo wszystkie telewizyjno-radiowo-blogowe autorytety ekonomiczne ciągle mówią o kryzysie i wieszczą, ze 2013 rok będzie najgorszym rokiem dla polskiej gospodarki od 2008 roku.

Zapewne jakiś autorytet ekonomiczno-socjologiczny wyjaśni nam ten wkrótce ten fenomen. Wydaje mi się jednak, że Polacy przestali słuchać i kierować się wskazówkami autorytetów telewizyjnych, a wzięli sprawy w swoje ręce. I bardzo dobrze. Należy się z takiego stanu rzeczy bardzo cieszyć ... ale te nowe firmy, to zapewne w większości tzw. jednoosobowa działalność gospodarcza,  bo jednoosobowymi firmami Polska stoi. Jednak w pojedynkę, to potęgi gospodarczej z Polski nie zrobimy. Przede wszystkim potrzebne nam są firmy innowacyjne, a takich u nas niewiele. 

Więc już nie wiem, czy cieszyć się bardzo, czy tylko trochę?

sobota, 3 listopada 2012

Rozwój technologiczny produkuje bezrobotnych?

Rozwój technologiczny był,
jest i będzie szansą na sukces!
W działalności biznesowej nie ma nic pewnego i raz danego na zawsze. Jednak czym innym jest ta oczywista wiedza, a czym innym nasza reakcja, gdy w rzeczywistości zdarzy nam się z tym zmierzyć. Wtedy zwykle następuje odruch obronny i stawiamy pytanie: dlaczego to właśnie my musimy zakończyć naszą działalność gospodarczą i wszystko zaczynać od nowa? Z taką sytuacją związane są zwykle nasze obawy o niepewną przyszłość, czyli strach przed bezrobociem!

Człowiek jest w stanie przystosować się do zmieniających się warunków, ale w zdecydowanej większości przypadków robimy to niechętnie. Nie oszukujmy się. Dla większości z nas idealny byłby stan, gdyby nasza pierwsza praca była tą jedyną z którą przejdziemy przez zawodowe życie i z której odejdziemy na emeryturę. Niestety (a może na całe szczęście) postęp techniczny wymusza na nas ciągłe poszukiwanie pracy przez cały okres aktywności zawodowej.

Jednak postęp technologiczny przyspiesza i wiedza którą zdobywamy w okresie studiów zwykle jest już mało przydatna za 20 lat, a właściwie należałoby powiedzieć, że ogólnie jest przydatna, ale ta szczegółowa wiedza już do niczego nam się nie przyda. Na to jest tylko jedno panaceum. Przez cały czas należy samemu się dokształcać, aby być na bieżąco z postępem technicznym w naszej dziedzinie i dziedzinach, które są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania na rynku pracy.

Dla wielu z nas w okresie aktywności zawodowej koniecznym będzie całkowita zmiana zawodu i wiele osób martwi się, że nie podoła i zasili rosnące rzesze bezrobotnych. Te obawy nie są niczym uzasadnione i takie zagrożenie nie istnieje. Dzisiaj główny atut pracownika to jego umiejętność adaptacji. Chcieć, to móc.

Postęp techniczny i nowe technologie od zarania dziejów zawsze przynosiły ludzkości wzrost poziomu życia i nigdy nie zakończyło się to masowym bezrobociem. .Żyjemy dłużej, pracujemy znacznie mniej godzin i prowadzimy o wiele zdrowszy tryb życia i to z pokolenia na pokolenie.

Ostatnio szeroko propagowano w Internecie prognozy, że obecne zmiany technologiczne mogą łatwo doprowadzić do utraty 5-10 milionów miejsc pracy każdego roku. Dlaczego tak miałoby się stać? Czy obecny postęp technologiczny rożni się w swojej istocie od postępu z minionych epok. Może to jest jednak tylko taka sama reakcja, z jaką mieliśmy już wielokrotnie do czynienia w historii ludzkości, czyli z próbą hamowania postępu. Nie udało się to nigdy w przeszłości i nie uda się i tym razem.

Wymownym przykładem hamowania postępu technologicznego są perypetie Rakiety Stephensona. Poniższy opis pochodzi z portalu Znaki Drogowe:

    "Projektowana budowa godziła w najżywotniejsze interesy potężnych przedsiębiorstw transportowych i żeglugowych. Protest lorda Clevelanda sprzed kilku lat wydawał się łagodnym powiewem w porównaniu z burzą, jaką wywołała teraz antykolejowa kampania prasowa. Głównym celem ataku była oczywiście trakcja parowa.

    Korzystając z pseudonaukowej argumentacji „udowadniano" opinii publicznej, że wozy parowe wywołają katastrofę w skali ogólnokrajowej. Przestraszone krowy nie będą dawać mleka, a kury znosić jaj. Ptaki wytruje dym lokomotyw, wyginą lisy i bażanty. Przekraczająca ludzkie wyobrażenie szybkość pociągów spowoduje katastrofalny wzrost chorób nerwowych, a nade wszystko poronień u kobiet! Technicy „obliczali", że każdy silniejszy wiatr uniemożliwi jazdę i będzie przyczyną stałego wykolejania się wagonów. Z braku przyczepności jazda po torze pod górę będzie niemożliwa, a pożary wywołane iskrami z komina dadzą w efekcie milionowe straty. Ekonomiści prorokowali, że kolej wywoła ogólny kryzys gospodarczy ze względu na wzrastające nadwyżki słomy i siana, na które nie będzie popytu. Przedsiębiorców, wyrabiających uprząż końską i ostrogi, czeka bankructwo. Wiejscy kowale, utrzymujący się z kucia koni, powiększą liczbę nędzarzy. Jedno z najpoważniejszych pism angielskich, „Quarterly Review", zapytywało ironicznie:

        „...Czyż może być coś bardziej śmiesznego i niedorzecznego niż mowa o maszynie parowej, jadącej z dwukrotnie większą szybkością jak poczta?..."

    Nie brakowało nawet argumentów religijnych. Księża i pastorzy przekonywali swoich parafian, że kolej jest dziełem szatana. Pan Bóg stworzył przecież konie i muły po to, aby człowiek miał środki transportowe. Posługiwanie się w tym celu siłą pary, jest grzechem i obraża Boga! Nam te argumenty wydają się śmieszne, ale czytelnicy prasy w pierwszej połowie XIX wieku traktowali je na pewno poważnie."

Obecnie już nie mamy do czynienia z takim protestami, ale niektórzy producenci w sposób mniej lub bardziej zawoalowany próbują walczyć z postępem technologicznych w obronie swoich interesów. Większość jednak wykorzystuje postęp technologiczny dla polepszenia swojej pozycji na rynku konkurencyjnym i nie dotyczy to tylko firm, ale i zwykłych pracowników.

Zachowaj spokój i rób swoje!

poniedziałek, 15 października 2012

Polskie banknoty promują historię, a brytyjskie postęp techniczny i naukę. Co to o nas mówi?

Gdy słucha się polskich decydentów, którzy całą parę pchają w jałowe i historyczne dysputy, a o gospodarce mówią niewiele lub ogólnikowo, to mam wrażenie, że najważniejsza w Polsce jest historia? Więc nie ma w tym nic dziwnego, że na polskich banknotach króluje historia i to od lat.
Banknoty
Banki Centralne nie zezwalają na rozpowszechnianie
obrazów przedstawiających banknoty (copyright). 
Skany banknotów brytyjskich można zobaczyć 
na stronie Bank of England
Wielu naszych rodaków wyjechało do Zjednoczonego Królestwa i w większości już nigdy nie wróci do Ojczyzny. Każdy z nich, w codziennym życiu płaci banknotami i zapewne wielu zwróciło uwagę na postacie, które znajdują się rewersie brytyjskich banknotów. Czy są to królowie, wodzowie, generałowie i przywódcy polityczni, jak to bywało i jest na polskich banknotach. Nie! Brytyjczycy na swoich banknotach umieszczają przede wszystkim podobizny wielkich naukowców i odkrywców. Na najnowszym banknocie, który został wprowadzony do obiegu w zeszłym roku umieszczono podobizny Matthew Boultona i Jamesa Watta, którzy upowszechnili zastosowanie maszyn parowych w przemyśle. Na innych banknotach znajdziemy podobizny Adama Smitha, czy Karola Darwina. To tacy ludzie stanowili o wielkości imperium brytyjskiego i wyznaczali kierunki rozwoju oraz ukształtowali świat jaki obecnie znamy. 

To porównanie banknotów polskich i brytyjskich, w pewnym uproszczeniu, ale pokazuje różnice w mentalności i stosunku do rzeczywistości gospodarczej. Tam mają jasno wytyczone cele gospodarcze, a my grzęźniemy w dysputach, które niczego Polsce nie dają. Problem jednak tkwi w tym, że główni dyskutanci decydują o przyszłości polskiej gospodarki.



Banknoty Bank of England 
nominał rewers data wprowadzenia
do obiegu
data wycofania
z obiegu
Seria D
£1 Isaac Newton 09.02.1978 11.03.1988
£5 Duke of Wellington 11.11.1971 29.11.1991
£10 Florence Nightingale 20.02.1975 20.05.1994
£20 William Shakespeare 09.07.1970 19.03.1993
£50 Christopher Wren 20.031981 20.09.1996
Seria E
£5 George Stephenson 07.06.1990 21.11.2003
£10 Charles Dickens 29.04.1992 31.07.2003
£20 Michael Faraday 05.06.1991 28.02.2001
£50 John Houblon 20.04.1994 w użyciu
Seria E (II)
£5 Elizabeth Fry 21.05.2002 w użyciu
£10 Charles Darwin 07.11.2000 w użyciu
£20 Edward Elgar 22.06.1999 30.06.2010
Seria F
£20 Adam Smith 13.03.2007 w użyciu
£50 Matthew Boulton  James Watt 02.11.2011 w użyciu

Banknoty Narodowy Bank Polski
nominał rewers data wprowadzenia
do obiegu
data wycofania
z obiegu
zł 10 Mieszko I 01.01.1995 w użyciu
zł 20 Bolesław I Chrobry 01.11.1995 w użyciu
zł 50 Kazimierz III Wielki 01.01.1995 w użyciu
zł 100 Władysław II Jagiełło 01.06.1995 w użyciu
zł 200 Zygmunt I Stary 01.061995 w użyciu

sobota, 29 września 2012

Doradztwo to nie informacja?

Czy to jest telewizja, czy prasa, czy też Internet zewsząd płynie potok słów. Występują dziennikarze, eksperci, fachowcy i przekazują nam masę różnego rodzaju informacji. No właśnie! Czy zawsze przekazują nam obiektywną informację? Czy ta "informacja" nie jest odpowiednio przygotowana, aby wywarła odpowiedni efekt? Przez ostatnie kilkadziesiąt lat niesłychanie rozwinęło się wiele nauk, takich, jak psychologia i socjologia, które również wykorzystywane są ... do manipulowania odbiorcą przekazu.

Satysfakcja gwarantowana ?
Po zdobycze nauki sięgnął pełną garścią również biznes, który wykorzystuje przekaz werbalny i niewerbalny do zwiększania przychodów. Codziennie każdy z nas jest obiektem takiego przekazu. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, dopóki w wyniku takiego przekazu nie podejmiemy działań, których potem żałujemy. Należy zdawać sobie sprawę z tego rodzaju oddziaływania na nas i efektów, które mogą nastąpić, gdy na przykład dokonamy zakupów pod wpływem takiej informacji. Tylko ... że to nie jest informacja, a doradztwo. Pamiętajmy o tym!

case study
Miesiąc temu skończyła mi się krótkoterminowa lokata w banku. Pracownik banku zaproponował mi nową lokatę o trochę wyższym oprocentowaniu, ale jak to określił mieszaną. Środki tej lokaty obejmują lokatę bankową i lokatę w fundusz inwestycyjny w proporcji 50/50. Pracownik (doradca) zapewnił, że lokata jest absolutnie bezpieczna. Zapytałem ... a co w przepadku upadku funduszu? Odpowiedź: niemożliwe ... ale środki i tak są bezpieczne, bo to bank. Niestety, ale dopiero wtedy, gdy jasno postawiłem sprawę i powiedziałem, że w przypadku funduszu inwestycyjnego nie ma żadnej gwarancji na depozycie, to bardzo niechętnie "doradca" przyznał mi rację. Co robił pracownik banku? Chciał sprzedać produkt i zainkasować prowizję. Rzetelna informacja w ogóle go nie interesowała.

Obecnie coraz trudniej uzyskać rzetelną informację na jakikolwiek temat. Sprzedawca jest dla nas niejednokrotnie jedynym źródłem informacji. Niestety, ale głównym zadaniem sprzedawcy jest zachęcanie do zakupu. Więc zwykle, ale chciałem podkreślić, że nie zawsze, otrzymujemy informację niepełną lub przygotowaną pod kątem uzyskania efektu sprzedaży. Gdzie więc szukać informacji? Jednym ze źródeł jest  Internet. Nie jest to jednak w każdym przypadku pewne źródło informacji.

Innym źródłem informacji jest konkurencja danego producenta. Należy jednak do takich opinii podchodzić bardzo ostrożnie, bo konkurencja zwykle przejaskrawia opinie w drugą stronę.

Jakie jest więc rozwiązanie? Należy poszukać informacji w kilku źródłach i na tej podstawie podjąć decyzję na przykład o zakupie. Gdy trudno nam rozróżnić rzetelne informacje od reklamy, to zawsze pozostaje zdrowy rozsądek.

Rynek nie ma wrogów. Rynek ma wiele ofiar.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

3 miliony polskich pomagierów

Według danych GUS na dzień 30.06.2011 w Polsce zarejestrowanych jest  3.866.779 podmiotów gospodarczych, w tym  121.533 w sektorze publicznym, a 3.745.246 w sektorze prywatnym. Z tych blisko 4 milionów firm blisko 3 miliony to firmy zatrudniające do 9 osób. Wśród tych mikro firm lwią część stanowi tzw. jednoosobowa działalność gospodarcza. Takich proporcji i rozdrobnienia kapitału i idei nie ma nigdzie w żadnym państwie liczącym się na gospodarczej mapie świata. To żaden powód do chwały, a na pewno nie jest to dowód na zaradność Polaków. Takie rozdrobnienie sił i środków to wynik polskiego ustawodawstwa gospodarczego, które wymusza zakładanie jednoosobowych firm. Te miliony jednoosobowych firm  nie są w stanie wygrać z nikim konkurencji. Niczego też nie wytworzą, co byłoby przemysłową wizytówkę Polski. Odgrywają tylko rolę pomagierów.

W pojedynkę w obecnych czasach nie jest możliwy nawet sukces indywidualny. Na medal olimpijski czy markę znanego dziennikarza pracują setki osób i instytucji bez udziału których ten sukces w ogóle nie jest realny. Jaki więc sukces gospodarczy może odnieść kilka milionów jednoosobowych firm ? Odpowiedź jest jedna: żaden !

Taka sytuacja wymaga głębokich zmian w prawodawstwie polskim. W Polsce konieczna jest konsolidacja kapitału i pomysłów. Tylko w ten sposób Polska może zaznaczyć swoje miejsce w gospodarce światowej. Inaczej będzie tylko istotnym pomagierem o znaczeniu regionalnym.

Od początku transformacji PKB Polski stale rósł do roku 2008. Gospodarcze rozwiązania systemowe w Polsce wyczerpują już swój potencjał. Czy spadek w kolejnych latach PKB wywoła efekt w postaci wymuszonych zmian w prawodawstwie polskim ?

czwartek, 21 lipca 2011

Grecja .. wyleczyła nas z "kompleksów"

Grecja to wielka historia i ogromy wkład w dziedzictwo ludzkości. To wielka przeszłość. ... a teraz to przykład nie tyle wielkiej niefrasobliwości gospodarczej Grecji, co kompromitacja wiodących gospodarek świata. Jak to było możliwe, że UE przyjęła to państwo i przez 20 lat niczego nie zauważyła (???), skoro każdy kto przebywał w Grecji wiedział jak wygląda kapitalizm w Grecji... kapitalizm a właściwie socjalizm doprowadzony do granic absurdu  ... gdzie nauczyciel odchodził na emeryturę po przepracowaniu 15 lat !!! Nic dziwnego, skoro praktycznie wszystko w Grecji jest państwowe. Do napisania tych kilku zdań sprowokował mnie artykuł:

Rozkradli własne państwo? (Marcin Gawęda OnetBiznes) link: http://biznes.onet.pl/rozkradli-panstwo,18494,4795480,1,news-detal

... to wszystko wydaje się niewiarygodne, jakby działo się w oparach absurdu. Tym bardziej zachęcam wszystkich do chłodnego i zdroworozsądkowego spojrzenia na swój (polski) biznes (plan).

sobota, 19 marca 2011

Kto zatrzyma pędzącą śnieżną kulę wydatków budżetowych w Polsce

Rosnące wydatki strefy budżetowej to główny hamulcowy rozwoju Polski. Od wielu lat wszystkie rządy  mówią o ograniczeniu wydatków państwa i na tym się kończy. A efekt jest odwrotny do deklaracji. W zastraszającym tempie rośnie konsumpcja strefy budżetowej oraz związana z tym biurokracja. Pęczniejący balon strefy państwowej, która niczego nie wytwarza, a konsumuje coraz więcej może w niedługim czasie okazać się zbyt dużym ciężarem dla prywatnych przedsiębiorstw.

Ponieważ niektórzy zapomnieli co należy zrobić w Polsce, więc dla przypomnienia:
  • konieczna jest reformy finansów na szczeblu rządowym i samorządowym
  • niezbędna jest reorganizacja budżetu, tak, aby wydatki budżetowe były pro rozwojowe
  • należy zmniejszyć zapotrzebowanie na  pożyczki,
  • należy ograniczyć zakres zadań publicznych i wprowadzić procedur ich realizacji,
  • zmianić sposób zarządzania środkami publicznymi
  • efektywnie ograniczyć szarą strefę w gospodarce (skończyć z opowiadaniem o walce z szarą strefą, a wprowadzić system, który sam ją ograniczy) ... przykłady są w UE np. Wielka Brytania. Wystarczy powielić, skoro brakuje inwencji własnej.
  • zlikwidować KRUS (kosztuje budżet ca. 80 mld zł i jest niesprawiedliwy społecznie),
  • zreformować ZUS (administrowanie tą organizacją to ponad 20% jej wpływów. Teraz dostanie jeszcze więcej, bo trafią do niej środki z OFE !!!)
  • zlikwidować powiaty (to pośrednie ogniowe potrzebuje ok. 30 mld zł)
  • sprywatyzować państwową i samorządową służbę zdrowia (państwo nie ma tu nic do roboty, tym bardziej, że przez swoje  dystrybucyjne działania i reglamentowanie środków przysparza wiele problemów, a w żadnym przypadku nie jest czynnikiem prorozwojowym)
  • konieczna reorganizacja samorządów (zmniejszenie liczby radnych)
  • konieczna reorganizcja naczelnych instytucji państwowych (przystosowanie tych instytucji do wspólczesnych wymogów, opracie ich działania o procedury),
  • było wspaniale, gdyby nastąpiła reorganizacja władzy ustawodawczej (samoograniczenie tej instytucji byłoby wyrazem dojrzałości państwa). 
Ponieważ klucz do rozwiązania tego problemu leży w rękach tych, którzy dzierżą władzę, więc mają do wyboru:
  • albo zmniejszyć wydatki i dać tym samym asumpt do rozwoju (samo zmniejszenie ilości nowo tworzonych nakazów, wykazów, rozporządzeń i zarządzeń itp itd będzie czynnikiem wyzwalającym, oczyszczającymy i prorozwojowym) ... a przy okazji zmniejszy się deficyt państwa.
  • albo zwiększyć podatki ... i powoli przygotowywać społeczeństwo do wprowadzenia planowanej gospodarki (wzory zostały wypracowane w latach minionej epoki). Póki co to jesteśmy bliżsi realizacji tego scenariusza.

środa, 16 marca 2011

Równi i równiejsi na przykładzie rankingu zobowiązań

Krajowy Rejestr Długów opublikował ranking kolejności regulowania zobowiązań przez polskie przedsiębiorstwa. Można z dużym prawdopodobieństwem postawić tezę, że jest to stała tendencja od lat i nic się tutaj nie zmienia. Wniosek jest jeden, że silniejszy może więcej czyli są równi i równiejsi. 

Ranking kolejności regulowania zobowiązań:
  1. zobowiązania wobec skarbu państwa: ZUS i podatki.
  2. instytucje finansowe: banki i firmy leasingowe.
  3. świadczenia pracownicze ( prawo pracy ! związki zawodowe !).
  4. zobowiązania wobec najważniejszych kontrahentów.
  5. zobowiązania z tytuły bieżącej działalności: czynsz, telefon, energia.
  6. zobowiązania wobec mniejszych kontrahentów.

piątek, 11 lutego 2011

Czy OFE zapoczątkują zmiany systemu gospodarczego ?

Zmiany w (z) OFE zapoczątkowały dyskusję na temat zmian systemu gospodarczego w Polsce. Jak zwykle przy takiej okazji mamy wysyp wszelkiego rodzaju pomysłów na usprawnienie naszej gospodarki.

Jednym z nich jest pomysł wprowadzania podatku jednorodnego. Podatków namnożyło się w Polsce, a obsługa ich jest kosztowna dla systemu gospodarczego. Podatkiem, który obciążą wszystkich  proporcjonalnie i nie jest uzależniony od źródła dochodu jest VAT. Przy okazji można by  równocześnie zlikwidować ZUS, KRUS, PIT. 

Pomysł może i dobry, ale podważający wiarygodność państwa w stosunku do obywatela. Ten pomysł wywołuje lawinę nowych pomysłów zgłaszanych przede wszystkich przez polityków, którzy trwają od lat w permanentnej kampanii wyborczej. To uwidacznia, jak bardzo jesteśmy uzależnieni od łaskawości decyzji politycznych.

Jak długo Polska jest w stanie wytrzymać w jednym systemie gospodarczym, który i tak jest bardzo skomplikowany i zmusza obywateli na poświęcanie mu coraz więcej czasu na jego poznanie i prawidłowe respektowanie ? 

Czy musimy żyć w permamentnej zmianie ?