facebook

Social Icons

twitterfacebookgoogle plusrss feedemail
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 listopada 2016

... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...

... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...
Wicepremier i minister rozwoju Mateusz Morawiecki ogłosił „konstytucję dla biznesu”. Nowe prawo dla działalności gospodarczej ma stanowić kartę praw podstawowych dla przedsiębiorców. Myślą przewodnią tego prawa jest zasada "... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ...".

Jak dla mnie brzmi to trochę dziwnie, bo w państwie demokratycznym taka zasada to oczywista oczywistość. Nie w konieczności prawnego sankcjonowania tej zasady tkwi problem, a w jej stosowaniu. To prawo, które od dziesiątek lat jest uchwalane w Polsce pozostawia olbrzymie pole do wszelkich interpretacji. Co z tego, że w kolejnym "papierze" zostanie to formalnie usankcjonowane. Ta zasada w żadnym przypadku nie pozbawi urzędników możliwości interpretowania prawa gospodarczego w dowolny sposób. Będzie jak było, a może być tylko gorzej, bo ta zasada wprowadzona w dokumencie o randze ustawy da kolejny argument urzędnikom do własnych interpretacji przepisów. Obecnie wydano już miliony interpretacji przepisów prawa. Wiele z nich jest ze sobą nie spójnych, a nawet sprzecznych. Prawo zezwala na swobodną interpretację przepisów prawa przez różne urzędy. Tu tkwi problem, a nie w głoszeniu ... wyborczych haseł. Obawiam się, że zasada "... co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone ..." nie jest kierowana do przedsiębiorców, a do wyborców, którzy w większości o  prowadzeniu firmy i prawie gospodarczym  nie mają bladego pojęcia.


Niestety, ale Mateusz Morawiecki nic nie mówi o wyrzucenia do kosza tysięcy nikomu niepotrzebnych ustaw. Może warto spojrzeć na Rumunię, gdzie rumuński parlament z dnia na dzień wyrzucili na śmietnik wiele ustaw gospodarczych oraz dziesiątki drobnym podatków i quasi podatków.

Ludzie biznesu mają jeden cel podstawowy: prowadzenie swojej firmy w taki sposób, aby utrzymała się na rynku. Rolą państwa jest uchwalanie prostego prawa i egzekwowanie podatków zgodnie z tym prawem.

Zasada „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”, zasada niezmienności interpretacyjnej przepisów, zasada domniemania niewinności to podstawy wolnego rynku i demokracji. Tego nie ma potrzeby uchwalać. O tym każdy powinien wiedzieć w państwie demokratycznym.

czwartek, 5 maja 2016

Za 16 lat Polska dogoni Niemcy

Ludzie różne rzeczy mówią, bo wiedzą, że mało kto o tym będzie pamiętał po latach. Niektórzy mają trochę mniej szczęścia, bo jednak ktoś o tym pamięta. 

więc za 16 lat dogonimy Niemcy
Wielu Polaków jest czułych na punkcie doganiania najlepszych państw na świecie, cokolwiek by to miało znaczyć. Nikt już nie pastwi się nad drugą Japonią Lecha Wałęsy, bo to było tak dawno, że już stało się nieprawdą.

21 listopada 2012 w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Die Welt" można było przeczytać wypowiedź nie byle kogo, bo samego prof. Leszka Balcerowicza na temat doganiania Niemiec. Profesor powiedział wtedy:
" ... Po 1989 r. mieliśmy mniej niż 30 proc. niemieckiego poziomu. Teraz mamy ponad 50 proc (standard życia mierzymy wysokością dochodu na głowę przy uwzględnieniu siły nabywczej). W ciągu 20 lat Polska może dogonić Niemcy pod względem poziomu rozwoju gospodarczego ... Przy korzystnym scenariuszu za 20 lat. Jeżeli przyszłe rządy utrzymają określony kurs ..."
Oczywiście prof. Leszek Balcerowicz zastrzegł się i powiedział to warunkowo, ale ... cztery lata już minęły od tej wypowiedzi, więc za 16 lat dogonimy Niemcy.

Po co przytoczyłem tą wypowiedź? Bynajmniej nie po to, aby się czepiać. Chciałem wam tylko uzmysłowić, że wszyscy mamy zadanie do wykonania. Pozostało nam jeszcze 16 lat, więc bierzmy się wszyscy do roboty! Mission Impossible? Bynajmniej nie...

niedziela, 28 kwietnia 2013

Czy skończy się kiedyś narzekanie Polaków na wszystko, co nas otacza w Polsce.

Czy narzekanie na wszystko i wszystkich skończy się kiedyś w Polsce. Czy rzeczywiście nic nie zmieniło się w Polsce przez ostatnie 20 lat, tak, jak to napisał anonimowy komentator z onetu:

"Po 20 kilku latach powróciłem na starość do Polski. W urzędach nie zmieniło się nic - ta sama arogancja niekompetentnych urzędniczyn, to samo rzucanie kłód pod nogi przy załatwianiu błahych spraw, jeszcze większa liczba wymaganych poś-i zaświadczeń, podejrzliwość, utrudnianie wszystkiego co nie-i możliwe.
Mam wrażenie, że obecne stado urzędniczyn to dzieci tych z prl-u, gdy wyjeżdżałem.
W porównaniu do Europy cofnęliśmy się o następne 20 lat. Niewiarygodne, jak pozwalamy się manipulować błaznom i ciemnocie... Biedny naród...
"
Pozostawię to bez komentarza, bo jakikolwiek mój komentarz nie rozstrzygnie tego dylematu. A może tylko zacytowałem reminiscencje człowieka, który wyrósł w tamtej epoce i dalej jej szuka w Polsce, a Polska to już jednak inny świat?

czwartek, 7 marca 2013

Akcyzę na samochody zastąpią podatkiem ekologicznym.

Od wielu lat w Ministerstwie Gospodarki trwają prace nad wprowadzeniem zaporowego podatku ekologicznego, którego głównym celem ma być ograniczenie importu używanych samochodów i nakłonienie kierowców do kupowania nowych samochodów. Z informacji przekazanych przez niektóre media wynika, że nabrały tempa prace Sejmowej Komisji Gospodarki nad dokumentem, w którym akcyzę na samochody proponuje się zastąpić podatkiem ekologicznym.

Preferowany wariant podatku zakłada jednorazową płatność podatku ekologicznego przy pierwszej rejestracji samochodu w Polsce. Wysokość podatku ekologicznego będzie zależna od takich czynników, jak: normy czystości spalin Euro oraz pojemność silnika. Do podatku doliczona ma być również obowiązkową opłatą za zezłomowanie pojazdu.

Wprowadzenie podatku ekologicznego zapewne znacznie ograniczy import samochodów, który i tak maleje z roku na rok. Pociągnie to za sobą zmniejszenie zapotrzebowania na usługi mechaników oraz dostawców części zamiennych do samochodów. 

Dla znacznej części polskiego społeczeństwa zakup nowego samochodu jest w dalszym ciągu nieosiągalny. Polacy kupują używane pojazdy tylko dlatego, że nie stać ich na nowe samochody. Czy podatek ekologiczny wpłynie więc na zwiększenie sprzedaż nowych pojazdów w salonach, czy też część Polaków po prostu zrezygnuje z posiadania samochodu?

Wprowadzenie podatku ekologicznego ma niewątpliwie wymiar fiskalny, a robione jest pod skądinąd szczytnym hasłem ochrony środowiska naturalnego. Czy suma summarum to się wszystkim opłaci pokaże praktyka. Czy wzrost dochodów budżetu państwa z tytułu podatku ekologicznego będzie na tyle większy niż dotychczasowe wpływy z z akcyzy, aby zniwelować spadek innych dochodów, które nowy podatek spowoduje? 

Gdyby tak naprawdę chodziło o ekologię, to przede wszystkim zniesiono by obowiązek używania świateł mijania w okresie letnim. Żadne statystyki nie potwierdzają skuteczności tej metody, a straty ekologiczne są bardzo wymierne. Więcej dla ekologi zrobiłoby przeniesienie ruch tranzytowego przez Polskę na tory. O tej propozycji jest bardzo cicho. Każdy uczestnik ruchu drogowego co chwila napotyka na swojej drodze samochody, które napędzane są przez różne wynalazki typu olej rzepakowy. To po prostu czuć.

Zamiana akcyzy na podatek ekologiczny, to pomysł typu zamiany kasy chorych na NFZ. Niczego z tego nie przybędzie. Niestety w niektórych państwach Unii Europejskiej taki podatek został wprowadzony, więc Polska też musi?

środa, 6 marca 2013

Dlaczego Polacy narzekają na Polskę?

"polski holender: Mieszkam w Holandii od 5-ciu lat w małym miasteczku, ok 1000 dusz, właściwie to wieś. Mamy "supermarket" Emte w którym dostane wszystko co potrzebuję z art. spożywczo-drogeryjne-chemicznych. Kupie coś np. za 1euro i nie ma problemu z płatnością kartą. Niedawno byliśmy w PL i robiliśmy zakupy w biedronce. Kwota ok 150 zł i jak nie masz gotówki to wypad. ŻENADA!!!! P.S. i jeszcze ci "ochroniarze", wchodzisz do sklepu i na dzień dobry jesteś traktowany jak potencjalny złodziej-to dotyczy się nie tylko Biedronki ale i innych sieci. Pozdrawiam z normalnego kraju"
Pozwoliłem sobie przytoczyć komentarz znaleziony pod jednym z artykułów na onet.pl, ponieważ na podobne w formie i treści komentarze można natknąć się w wielu miejscach w Internecie. Polacy, którzy wyjechali w ostatnich latach za granicę narzekają na Polskę. Wniosek z tych komentarzy może być tylko jeden: Wszystko w Polsce jest źle zorganizowane, a na Zachodzie wszystko funkcjonuje, jak w szwajcarskim zegarku. Czy tak jest w rzeczywistości, czy też wychodzi nasz przysłowiowy talent do narzekania?

czwartek, 14 lutego 2013

Proste rezerwy już się wyczerpały.

Władze i autorytety ekonomiczne odtrąbiły, że w 2013 roku czeka Polskę spowolnienie gospodarcze, ale i tak będziemy na plusie. Czy spowolnienie gospodarki polskiej jest tylko wynikiem ogólnej słabej koniunktury w gospodarce światowej? Może jednak sprawa jest dużo bardziej poważna, bo wyczerpały się proste rezerwy, które do tej pory można było wykorzystywać?

Niestety, ale Polska w świecie nie kojarzy się z nowoczesnością i innowacyjnością. Konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych jest niewielka, bo polskie firmy w swoim ogóle nie są nowoczesne. Analityce oceniają, że przy takim tempie rozwoju osiągniemy średni dochód narodowy w Unii Europejskiej za 30 lat. To tak odległa perspektywa! W 1995 roku polski PKB był na poziomie 43% średniej w UE, a w 2011 roku na poziomie 65%. 

Dokąd pędzi polska gospodarka?
Czy widać w tym tunelu światełko dla polskiej gospodarki?

Jednak na doganianie w takim tempie nie mamy co liczyć. Jest więcej, niż pewne, że Polska gospodarka dostanie teraz przysłowiowej zadyszki. To nie jest nawet teza, ale pewnik, bo tak zawsze działo się z innymi państwami, które goniły czołowe gospodarki. Granicznym dochodem okazuje się 17.000 USD, a taki poziom Polska już przekroczyła. Jest więcej, niż pewne, że przez lata będziemy rozwijali się w dużo słabszym tempie, jeżeli rozwój będzie w dalszym ciągu oparty na zwiększaniu efektywności pracy i taniej sile roboczej.

Czy w związku z tym nigdy nie osiągniemy poziomu PKB najbogatszych państw świata. Zapewne takiego poziomu nie osiągniemy w dającej się przewidzieć perspektywie czasowej, ale powinniśmy wyznaczyć sobie kamienie milowe i osiągać pojedyncze cele wzrostu PKB jeden po drugim. 

Ruszenie w pościg wymaga jednak wielu zmian i nie jestem pewien, czy nas na to stać. Po pierwsze powinno się postawić na innowacyjną gospodarkę. Tutaj tkwi olbrzymi potencjał wzrostu, bo obecnie jesteśmy innowacyjnym ogonem Europy. Po drugie należy zmienić prawo gospodarcze, które uwolni szczególnie drobnych przedsiębiorców z okowów biurokratycznych obowiązków i ciągłej podejrzliwości ze strony organów państwa. Wystarczy skopiować wzorce biurokracji brytyjskiej.

Czy jest to możliwe? Oczywiście, że tak.
Czy jest to realne? ....?

czwartek, 17 stycznia 2013

Pitowa granica polsko-niemiecka.

Obywatele w państwach Unii Europejskiej płacą podatek od swojej pracy, czyli PIT. Niby według tych samych zasad, a efekt dla obywatela w poszczególnych państwach jakby inny. Tematyka podatku dochodowego jest dosyć zawiła i pokrętna, a diabeł tkwi w szczegółach, czyli w ordynacji podatkowej danego państwa. Postanowiłem więc sprawdzić tylko jedno wyliczenie, dla najprostszego przypadku, które porówna podatek dochodowy płacony w Niemczech i Polsce.

Najlepiej przedstawić to na konkretnym przykładzie liczbowym. Dla celów porównawczych obliczenia zostaną dokonane dla przykładowej kwoty 42.000 zł (12 m-cy * 3.500 zł)

W Polsce wyliczenie jest dosyć proste. PIT = Dochód*0,18- 556,02 = 7.004

Czy taki podatek płacą wszyscy w Polsce. Oczywiście, że nie, bo ordynacja podatkowa pozwala na bardzo wiele. Przedstawienie wszystkich możliwych sytuacji jest zadaniem dosyć pracochłonnym.

W Niemczech sytuacja jest dużo prostsza, bo do kwoty wolnej od podatku 8.004 EUR, podatek dochodowy (Einkommensteuer) wynosi 0. W naszym przykładzie (1 euro = 4,1 zł)
Einkommensteuer = [42.000 - (8,004*4,1)]*0,14 = 1.286

Progi podatkowe w Niemczech:
  • dochód do 8.004 EUR – stawka podatku 0%
  • dochód od 8.005 EUR do 52.881 EUR – stawka podatku 14%
  • dochód od 52.882 EUR do 250.730 – stawka podatku 42%
  • dochód od 250.731 EUR – stawka podatku 45%

Czy obywatel Niemiec, którego dochód wynosi w przeliczeniu na polskie złote 42.000 zł zapłaci tylko 1.286 zł podatku? Przede wszystkim zapłaci podatek solidarnościowy na rzecz wschodnich landów (Solidaritätszuschlag) w wysokość 5,5% w stosunku do podatku dochodowego. Podatek ten będzie obowiązywał w Niemczech do 2019 roku. Czyli 1.286*0,055 = 71 zł. Razem 1.357

Osoby, które oficjalnie zadeklarują w Niemczech przynależność do religii płacą podatek kościelny (Kirchensteuer). Wysokość podatku kościelnego  waha się w zależności od landu. W Bayern i Baden-Württemberg KSt podatek kościelny wynosi 8%, natomiast we wszystkich pozostałych Landach 9%.
Polacy, którzy rozliczają się w Niemczech, i należą do kościoła katolickiego w Polsce płacą podatek kościelny obowiązkowo. W naszym przykładzie podatek kościelny wynosi 1,286*0,09= 115 zł.

Razem podatek dochodowy 1.472 zł.

Jak wygląda efektywna stopa opodatkowania podatkiem dochodowym, przy uwzględnieniu średniego wynagrodzenia w obu państwach? Do obliczeń przyjęto, że 42.000 zł to średnie wynagrodzenie roczne w Polsce. Dla Niemiec będzie to kwota 42.000 Euro. Kwoty średniego wynagrodzenia zależą od branży i różnice pomiędzy poszczególnymi branżami są znaczne.

Podatek dochodowy w Niemczech dla średniego wynagrodzenia rocznego 42.000 euro wynosi [(42.000 -8.004)*4,1]*0,14 = 19.513 zł + 1.073 (5,5%) + 1.756 (9%) = 22.342 zł.

Efektywna stopa opodatkowania podatkiem dochodowym średniego wynagrodzenia w Polsce wynosi 16,6%, a w Niemczech 13,0 %. Wnioski? Pozostawiam to czytelnikom.

piątek, 7 grudnia 2012

Czy czeka nas przesiadka z własnego samochodu do komunikacji masowej?

stoję i stoję ... jak to długo będzie trwało?
Kilka miesięcy temu wysiadł w moim samochodzie akumulator i byłem zmuszony do skorzystania z komunikacji miejskiej. Praktycznie przez lata zapomniałem, że coś takiego istnieje w Stolicy. Migały mi, co prawda non stop na ulicach jakieś czerwono-żółte pojazdy, ale nie zwracałem na nie większej uwagi.

Wydawało mi się, że skorzystam z usług ZTM kilka razy i wszystko wróci do normy, czyli do przemieszczania się po Warszawie własnym samochodem. I tutaj się pomyliłem. Okazało się, że korzystając z komunikacji miejskiej nie traciłem dużo więcej czasu, niż gdy jeździłem własnym samochodem. Poza tym nie jest tłoczno, w miarę wygodnie, a ilość dostępnych połączeń jest optymalna, patrząc z punktu widzenia moich potrzeb. I tak już pozostało, aż do teraz. Gdy korzystamy z komunikacji miejskiej odpada również zmora szukania wolnych miejsc na parkingach płatnych oraz załatwianie spraw na czas. Tak na czas, bo kupujemy bilety parkingowe na określony czas i gdy zapomnimy o tym, to umundurowani lub tajni strażnicy miejscy "zaopiekują się" naszym samochodem. Ich opieka zwykle kosztuje 100 zł i stracony czas.

Obecnie ograniczyłem jazdę swoim samochodem po Warszawie do połowy przebiegu, w porównaniu z czasami, gdy korzystałem wyłącznie z własnego samochodu. Ta zamiana to również pewne, acz niewielkie, oszczędności.

Okazuje się, że nie jestem wyjątkiem i takich jak ja musi być jednak sporo w Polsce. Jak podał "Dziennik Gazeta Prawna" popyt na paliwa w Polsce gwałtownie się kurczy. Zużycie diesla po trzech kwartałach 2012 roku zmniejszyło się o 8 %, zaś benzyny o 4 %. To najwyższe spadki w historii tych notowań w Polsce. Czy jest to spowodowane przesiadaniem się kierowców z własnego samochodu do komunikacji miejskiej, czy też są to normalne symptomy spadku koniunktury gospodarczej w Polsce?

Na spadki cen paliw nie możemy liczyć, więc będziemy coraz częściej korzystali z komunikacji masowej. Przesiadka do komunikacji miejskiej nie jest spowodowana tylko cenami paliw. To tylko jeden z czynników.

Czy można więc prognozować dalszy spadek sprzedaży paliw? Jeżeli tak nastąpi, to pociągnie za sobą mniejszy popyt na samochody i usługi motoryzacyjne, zmniejszy się ruch na płatnych drogach. Również MF i samorządy nie będą wykonywać swoich planów "foto-radarowych", a bilety parkingowe będą się coraz słabiej rozchodzić. Nie bez znaczenie jest fakt, że 2 miliony, głównie młodych Polaków "zwiało" z Ojczyzny i tu już nigdy nie wróci ... chyba, że na starość. Niestety, ale to młode pokolenia ma ostry apetyt konsumpcyjny. Z wiekiem potrzeby konsumpcyjne spadają.

Czy biznes plan "Przesiadka z własnego samochodu do komunikacji masowej" sprawdzi się?

środa, 5 grudnia 2012

Najważniejsze zmiany w polskiej rzeczywistość gospodarczej nie wymagają nakładów inwestycyjnych.

póki co bez zmian. czas na zamiany będzie potem..
Polacy nie mają zaufania do własnego państwa, a państwo nie ma zaufania do własnych obywateli. To jest fakt. Ten ogólny brak zaufania ma bardzo negatywny wpływ na rozwój Polski we wszystkich obszarach jej działania. Oczywiście nie pozostaje to też bez wpływu na obywateli, którzy muszą borykać się w wieloma zakazami i nakazami, które z punktu widzenia przeciętnego obywatela niczemu nie służą, a tylko wprowadzają w codzienne życie masę utrudnień i komplikacji.

Ten węzeł braku wzajemnego zaufania coraz bardziej zacieśnia się. Do czego to w konsekwencji doprowadzi? Kto wygra tą absurdalną walkę? Czy nie należy w końcu postawić temu tamy! Czy nie nastał najwyższy czas aby wziąć przykład z takich państw, jak Holandia i postawić wiele spraw z głowy na nogi.

Rozsupłanie tego węzła jest tylko w rękach państwa i to ono musi w końcu wziąć na swoje barki przeprowadzenie szeregu zmian i regulacji na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. Przecież te zmiany nie wymagają praktycznie żadnych nakładów inwestycyjnych. Wymagają tylko odwagi i chęci ich przeprowadzenia.

Co należy zrobić?
  • po pierwsze zmienić system prawa, a przede wszystkich sposób jego stosowania. Na sprawiedliwość nie można czekać latami! Restrykcyjne i bezduszne prawo niczemu nie służy.
  • informatyzacja. Informatyzacja to procedury, a procedury to znacznie mniejsze możliwości interpretacyjne, które zawsze prowadzą do konfliktu.
  • urzędy muszą działać w sposób podobny do biznesu. Podobny nie znaczy identyczny. Przede wszystkim urzędnicy muszą mieć postawione zadania i od jakości ich wykonania być wynagradzani. Co to oznacza? Znacznie wyższe zarobki, ale tylko dla najlepszych czyli niskie podstawowe wynagrodzenie, ale za to wysoka część ruchoma wynagrodzenia.
Czy to jest wszystko, co należy zrobić? Nie. 
Czy to jest możliwe? Tak. 
Czy państwo się zmienia? Tak. 
Czy zmierzamy w dobrym kierunku? Jest to różnie.

Obawiam się, że na tego typu zmiany będziemy musieli jeszcze poczekać, aż dorośnie nowe pokolenie? Natomiast teraz możemy spodziewać się, że nowym rozporządzeniem ministra X wprowadzone zostaną  mandaty dla  przechodniów, którzy przechodząc przez ulicę wysyłają smsy, zamiast rozglądać się wokół siebie.

piątek, 2 listopada 2012

W Polsce nie ma kryzysu. Jest osłabienie koniunktury

Kryzys w Polsce?
Kryzys? Jaki Kryzys!
Słowo kryzys robi oszałamiająca furorę w prasie, telewizji, Internecie. Gdziekolwiek nie zajrzeć, zewsząd atakuje nas kryzys. Wielu z nas to denerwuje i irytuje. Jaki cel przyświeca tym publicystom i ekonomistom, którym (prawie) wszystko kojarzy się z kryzysem?

Oto jedno ze stwierdzeń, które znalazłem spośród wielu podobnych (wybór całkowicie przypadkowy):
"Rosnące ceny, widmo utraty pracy spowodowały, że Polacy kupują mniej i coraz bardziej zaciskają pasa"
Gdy nie było kryzysu to nad Polakami nie wisiało widmo utraty pracy? Upadała przecież cała gospodarka planowa i zlikwidowano większość państwowych firm. To dopiero można by podciągnąć pod kryzys, a odtrąbiono wielki sukces! Czy większość polskiego społeczeństwa nie żyje od 1989 roku zaciskając pasa i wydaje wszystko co zarobi ... a wielu zadłuża się po uszy.

I kolejne zdanie z tego samego artykułu:
"Kupujemy, np. mniejsze i bardziej ekonomiczne samochody, ograniczamy wyjazdy weekendowe z rodziną, a coraz więcej osób przesiada się z drogich w utrzymaniu aut do autobusów i kolei. Świadczy o tym szybko rosnąca liczba sprzedawanych biletów komunikacji miejskiej."
W okresie prosperity lat 90. większość z nas kupowała gruchoty sprowadzane, w większości z Niemiec i w wielu przypadkach był to nasz pierwszy samochód. Ale dzisiaj apetyty wzrosły i nie wystarczy nowy samochód. Musi być jeszcze duży, jak ciężarówka. Gdy ktoś kupuje mały i ekonomiczny samochód, to jest powód do wstydu? I to jest kryzys? ... Sprawa komunikacji miejskiej. To, że przesiadamy się do komunikacji miejskiej nie ma nic wspólnego z kryzysem. Sam coraz częściej poruszam się po Warszawie komunikacją miejską, a zostawiam samochód na parkingu i nie ma to nic wspólnego z kryzysem i oszczędzaniem. Może trochę więcej czasu muszę poświęcić na załatwianie spraw, ale nie mam problemów z parkowaniem, a koszty transportu są porównywalne.

Myślę, że Prezes NBP Marek Belka najtrafniej określił stan w jakiej znajduje się nasza gospodarka: "...W Polsce nie ma kryzysu. Jest osłabienie koniunktury..."

... zachowaj spokój i rób swoje

poniedziałek, 7 maja 2012

Każdy Polak płaci około 18.500 zł rocznie na utrzymanie Polski

Fundacja FOR oszacowała ile kosztuje każdego Polaka utrzymanie własnego państwa w 2011 roku. To bardzo pouczająca lektura, która daje dużo do myślenia każdemu z nas, a rządzącym powinna dać nie tyle do myślenia, ale do skutecznego działania w pierwszej kolejności.

Z opublikowanej informacji wynika, że każdy z nas wydaje ca 18 500 zł rocznie na utrzymanie Polski. Biorąc pod uwagę zarobki w Polsce, to niektórzy muszą wydać wielokrotność tej kwoty, bo znaczna część społeczeństwa nie jest w stanie nic wysupłać !  Kwota 18 500 zł obejmuje wydatki związane z rządem i samorządami oraz z instytucjami utrzymywanymi z pieniędzy podatników (NFZ, ZUS, KRUS itd itp).

Palmę pierwszeństwa dzierżą wydatki związane z systemem emerytalno rentowym. W sumie daje tą kwotę ca 4 301 zł ( 23 %). Nic więc dziwnego, że rząd postanowił podnieść wiek przejścia na emeryturę.

Służba zdrowia to wydatki 1 863 zł. Na szkolnictwo wydajemy rocznie 2 085 zł. Na drogi i tory wydajemy kolejne 1 654 zł rocznie. Wydatki na administrację to 967 zł. Składka do budżetu Unii Europejskiej to 402 zł. Na ochronę środowiska wydajemy tylko 302 zł, a na kulturę 236 zł.



Oczywiście kwota 18 500 zł, którą każdy z nas przeznacza na utrzymanie państwa nie bierze się z znikąd ...bo tyle przeciętnie w 2011 roku każdy z nas zapłacił podatków, składek i opłat na rzecz państwa. 

Wpływy państwa nie wystarczyły na pełne sfinansowanie jego wydatków. Dług publiczny wzrósł o 1,810 tys. zł  do poziomu 21,891 tys. zł (na 1/mieszkańca).

środa, 21 marca 2012

1 % z podatku na cele ... potem kolejny 1 % na cele ... Czy celem jest 100 % ? Czy leci z nami pilot ?

Ustawodawca wprowadził kilka lat temu możliwość odpisu 1 % od podatku dochodowego na rzecz organizacji pożytku publicznego w Polsce. Obecnie rząd przedstawił propozycję dołożenia kolejnego ułamka procenta do odpisu z podatku dochodowego. Obawiam się, że może to być pretekstem dla następnych grup do włączenia ich do tej kolejki. Przecież można by odpisać na .... (każdy może tu coś dodać i będzie miał pewnie rację). Obecna sytuacja przypomina mi wyciąganie rzepki, którą tak pięknie opisał Julian Tuwim ...

"Tak się zawzięli,
Tak się nadęli,
Ze nagle rzepkę
Trrrach!! - wyciągnęli!
Aż wstyd powiedzieć,
Co było dalej!
Wszyscy na siebie
Poupadali:
Rzepka na dziadka,
Dziadek na babcię,
Babcia na wnuczka,
Wnuczek na Mruczka,
Mruczek na Kicię,
Kicia na kurkę,
Kurka na gąskę,
Gąska na boćka,
Bociek na żabkę,
Żabka na kawkę
I na ostatku
Kawka na trawkę."
[fragment Rzepka Julian Tuwim]

I dlatego głęboko zastanowię się nad przekazaniem w tym roku 1% z mojego podatku. Może jednak państwo polskie zrobi z tym moim marnym 1 % lepszy pożytek.

wtorek, 17 stycznia 2012

Równi (aptekarze) i równiejsi (lekarze)

To kliniczny przypadek w jaki sposób państwo polskie traktuje swoich obywateli. Dzięki ustawie refundacyjnej ( dobry tytuł ... komu refundują ? ) i wielkiej kampanii medialnej z nią związanej doszło do kilku rozstrzygnięć formalnych, z których można wysnuć wiele ciekawych wniosków. Najbardziej ciekawym rozstrzygnięciem jest przyzwolenie, aby lekarze mogli nieprawidłowo wypisywać recepty i z tego tytułu nie ponosili żadnej odpowiedzialności. Jednak, gdy taka recepta zostanie zrealizowana przez aptekarza, to poniesie on odpowiedzialność z tytułu sprzedaży towaru z "nieuzasadnionym" rabatem, który to rabat udzielił lekarz.

Wszystko sprowadza się do tego, że lekarz (lekarze są na garnuszku państwa czyli podatnika, więc nie mają z czego) nie ponosi odpowiedzialności za nieprawidłowo wypełnioną receptę, a aptekarz (to przecież prywaciarz czyli biznesmen) jak najbardziej musi odpowiadać, jeżeli sprzeda towar z rabatem udzielonym przez lekarza (zarobił, więc ma z czego).

poniedziałek, 5 grudnia 2011

3 miliony polskich pomagierów

Według danych GUS na dzień 30.06.2011 w Polsce zarejestrowanych jest  3.866.779 podmiotów gospodarczych, w tym  121.533 w sektorze publicznym, a 3.745.246 w sektorze prywatnym. Z tych blisko 4 milionów firm blisko 3 miliony to firmy zatrudniające do 9 osób. Wśród tych mikro firm lwią część stanowi tzw. jednoosobowa działalność gospodarcza. Takich proporcji i rozdrobnienia kapitału i idei nie ma nigdzie w żadnym państwie liczącym się na gospodarczej mapie świata. To żaden powód do chwały, a na pewno nie jest to dowód na zaradność Polaków. Takie rozdrobnienie sił i środków to wynik polskiego ustawodawstwa gospodarczego, które wymusza zakładanie jednoosobowych firm. Te miliony jednoosobowych firm  nie są w stanie wygrać z nikim konkurencji. Niczego też nie wytworzą, co byłoby przemysłową wizytówkę Polski. Odgrywają tylko rolę pomagierów.

W pojedynkę w obecnych czasach nie jest możliwy nawet sukces indywidualny. Na medal olimpijski czy markę znanego dziennikarza pracują setki osób i instytucji bez udziału których ten sukces w ogóle nie jest realny. Jaki więc sukces gospodarczy może odnieść kilka milionów jednoosobowych firm ? Odpowiedź jest jedna: żaden !

Taka sytuacja wymaga głębokich zmian w prawodawstwie polskim. W Polsce konieczna jest konsolidacja kapitału i pomysłów. Tylko w ten sposób Polska może zaznaczyć swoje miejsce w gospodarce światowej. Inaczej będzie tylko istotnym pomagierem o znaczeniu regionalnym.

Od początku transformacji PKB Polski stale rósł do roku 2008. Gospodarcze rozwiązania systemowe w Polsce wyczerpują już swój potencjał. Czy spadek w kolejnych latach PKB wywoła efekt w postaci wymuszonych zmian w prawodawstwie polskim ?

środa, 21 września 2011

Polska na 120 miejscu w Rankingu Wolności Gospodarczej.

Ukazał się najnowszy raport dotyczący Wolności Gospodarczej Świata. Raport nosi tytuł Economic Freedom of the World Annual Report. Dane i opinie prezentowane w raporcie dotyczą roku 2009, więc nie są zbyt aktualne, ale i tak w dużym stopniu odzwierciedlają aktualny stan.


Państwa oceniano w skali od 0 do 10 punktów (Economic Freedom Ratings czyli Wskaźnik Wolności Gospodarczej). Polska uzyskała 7,00. W poprzednim rankingu Polska była 65 z wynikiem 6,90. Liderami rankingu są Hongkong i Singapur. 


W raporcie zostało opublikowanych szereg dodatkowych wskaźników, które oceniają państwa w 5 obszarach, w których Polska uzyskała następujące wyniki:
  1. Rząd - Wydatki, Podatki i Przedsiębiorstwa 5,6 (95)
  2. Struktura prawna i bezpieczeństwo praw własności 6,3 (48)
  3. Podaż pieniądza, inflacja, dostęp do pieniądza 9,3 (33)
  4. Wolność w handlu międzynarodowym, podatki, cła 6,8 (60)
  5. Regulacje 6,9 (64)
  • na rynku bankowym: własność, stopy procentowe 8,4 (69)
  • na rynku pracy 7,5 (43)
  • na rynku biznesowym (Business Regulations): regulacje w zakresie wynagrodzeń, wymagania administracyjne, koszty biurokracji, nieformalne ekstra wydatki związane z prowadzeniem biznesu ... wiadomo o co chodzi, a w raporcie nazwano to po imieniu, ograniczenia licencyjne, koncesyjne itp 5,0 (120)
Polska zajmuje w tym rankingu 53 miejsce na 141 klasyfikowanych państw. Niestety nie jest to cała prawda. W najważniejszym klasyfikacji dla biznesu (Business Regulations) Polska klasyfikowana jest na 120 miejscu czyli na szarym końcu i to wystarczy za cały komentarz.
Wartym odnotowania jest ocena Polski, jeżeli chodzi o rynek bankowy i rynek pracy. Rating w tych obszarach już obecnie jest wysoki. To są mocne podwaliny, aby Polska znacznie poprawiła swój rating, tym bardziej, że już jest klasyfikowana wśród najbardziej rozwiniętych państw świata, o czym pisałem niedawno, przytaczając wyniki Human Development Report 2010

Pozytywem wynikającym z analizy raportu jest fakt, że Polska systematycznie poprawia swój rating punktowy od początku, gdy jest oceniana, czyli przez ponad 20 lat. Nie jest tendencja, która charakteryzuje wszystkie państwa oceniane w raporcie. Pewnym zaskoczeniem jest fakt, że Stany Zjednoczone, który mają co prawda wyższy rating niż Polska, to od 10 lat obniżają swoją ogólną ocenę punktową.
W zeszłym roku pisałem o innym podobnym rankingu Ease of Doing Business Index czyli Wskaźnik Łatwości Prowadzenia Interesów, który opracowywany jest pod auspicjami Banku Światowego. Wyniki są bardzo podobne. Więcej na temat rankingu Ease of Doing Busiiness można znaleźć tutaj: http://www.doingbusiness.org/rankings

wtorek, 6 września 2011

Długie i zdrowe życie + Wiedza + Dostatni standard życia i lądujemy na 41 pozycji

Według Human Development Report 2010 do państw bardzo wysoko rozwiniętych można zaliczyć 42 państwa. Do grupy tych państw należy również Polska, która znalazła się na 41 miejscu. W rzeczywistości Polska zajmuje miejsce dalsze, ponieważ ranking obejmuje tylko członków ONZ, a kilka państw bardzo wysoko rozwiniętych, takich ja Tajwan nie należy do ONZ i w oficjalnym rankingu nie są ujęte. Od lat pierwsze miejsce w tym rankingu dzierży Norwegia. Wskaźnik HDI dla Polski systematycznie podnosi się w kolejnych latach. Jednak świat rozwija się w wyższym tempie niż Polska.

Podstawą tej klasyfikacji jest wskaźnik rozwoju społecznego (HDI ang. Human Development Index), który  wprowadzony został przez ONZ. Wskaźnik HDI ocenia państwa na kilku płaszczyznach:
  • długie i zdrowe życie (long and healthy life), 
  • wiedza (knowledge) 
  • dostatni standard życia (decent standard of living). 
Wskaźniki dla Polski kształtują się w sposób następujący:
  •  Zdrowie 
  1. Częstość występowania niedożywienia w całej populacji (% ludności) < 5 %
  2. Wydatki na ochronę zdrowia publicznego -  4,6 % PKB
  3. Długość życia (lata) 76
  •  Edukacja
  1. Wskaźnik alfabetyzacji dorosłych (obu płci) (% w wieku 15 lat i powyżej) - 99,3 %
  2. Wskaźnik poziomu edukacji (obu płci) (%) - 87,7  %
  3. Wydatki na edukację - 4,9 % PKB
  4. Użytkowników Internetu - 49 na 100 osób
  5. Średnia liczba lat nauki  - 10
  6. Oczekiwane liczba lat nauki (dzieci) - 15,2 lat
  • Dochód
  1. PKB na mieszkańca - 18.406 USD
  2. Wydatki na spożycie gospodarstw domowych - 8.799 USD


 [źródło danych: http://hdrstats.undp.org/en/countries/profiles/POL.html, wykresy: opracowanie własne]

sobota, 19 marca 2011

Kto zatrzyma pędzącą śnieżną kulę wydatków budżetowych w Polsce

Rosnące wydatki strefy budżetowej to główny hamulcowy rozwoju Polski. Od wielu lat wszystkie rządy  mówią o ograniczeniu wydatków państwa i na tym się kończy. A efekt jest odwrotny do deklaracji. W zastraszającym tempie rośnie konsumpcja strefy budżetowej oraz związana z tym biurokracja. Pęczniejący balon strefy państwowej, która niczego nie wytwarza, a konsumuje coraz więcej może w niedługim czasie okazać się zbyt dużym ciężarem dla prywatnych przedsiębiorstw.

Ponieważ niektórzy zapomnieli co należy zrobić w Polsce, więc dla przypomnienia:
  • konieczna jest reformy finansów na szczeblu rządowym i samorządowym
  • niezbędna jest reorganizacja budżetu, tak, aby wydatki budżetowe były pro rozwojowe
  • należy zmniejszyć zapotrzebowanie na  pożyczki,
  • należy ograniczyć zakres zadań publicznych i wprowadzić procedur ich realizacji,
  • zmianić sposób zarządzania środkami publicznymi
  • efektywnie ograniczyć szarą strefę w gospodarce (skończyć z opowiadaniem o walce z szarą strefą, a wprowadzić system, który sam ją ograniczy) ... przykłady są w UE np. Wielka Brytania. Wystarczy powielić, skoro brakuje inwencji własnej.
  • zlikwidować KRUS (kosztuje budżet ca. 80 mld zł i jest niesprawiedliwy społecznie),
  • zreformować ZUS (administrowanie tą organizacją to ponad 20% jej wpływów. Teraz dostanie jeszcze więcej, bo trafią do niej środki z OFE !!!)
  • zlikwidować powiaty (to pośrednie ogniowe potrzebuje ok. 30 mld zł)
  • sprywatyzować państwową i samorządową służbę zdrowia (państwo nie ma tu nic do roboty, tym bardziej, że przez swoje  dystrybucyjne działania i reglamentowanie środków przysparza wiele problemów, a w żadnym przypadku nie jest czynnikiem prorozwojowym)
  • konieczna reorganizacja samorządów (zmniejszenie liczby radnych)
  • konieczna reorganizcja naczelnych instytucji państwowych (przystosowanie tych instytucji do wspólczesnych wymogów, opracie ich działania o procedury),
  • było wspaniale, gdyby nastąpiła reorganizacja władzy ustawodawczej (samoograniczenie tej instytucji byłoby wyrazem dojrzałości państwa). 
Ponieważ klucz do rozwiązania tego problemu leży w rękach tych, którzy dzierżą władzę, więc mają do wyboru:
  • albo zmniejszyć wydatki i dać tym samym asumpt do rozwoju (samo zmniejszenie ilości nowo tworzonych nakazów, wykazów, rozporządzeń i zarządzeń itp itd będzie czynnikiem wyzwalającym, oczyszczającymy i prorozwojowym) ... a przy okazji zmniejszy się deficyt państwa.
  • albo zwiększyć podatki ... i powoli przygotowywać społeczeństwo do wprowadzenia planowanej gospodarki (wzory zostały wypracowane w latach minionej epoki). Póki co to jesteśmy bliżsi realizacji tego scenariusza.