facebook

Social Icons

twitterfacebookgoogle plusrss feedemail

Featured Posts

Biznes Plan Blog

Blog o tematyce biznesowej ze szczególnym uwzględnieniem biznes planu, który jest podstawowym dokumentem dla każdego inwestora...

Biznes plan to nie jest instrukcja obsługi

Informacje i porady, które znajdziesz na tym blogu nie wyczerpują tematyki biznes planu. Biznes plan to żywy dokument. To twoja mapa drogowa na krętej drodze do sukcesu w biznesie...

Żaden plan bitwy nie przetrwa pierwszego kontaktu z przeciwnikiem

Ta słynna maksyma wojenna Helmutha von Moltke ma wiele wspólnego z biznes planem. Moment startu przedsięwzięcia na konkurencyjnym rynku, to dopiero rozpoczęcie swego rodzaju bitwy o biznesowy sukces ...

Zachowaj spokój i rób swoje

Powodzenie w biznesie zależy od dobrego przygotowania i konsekwencji w działaniu.

Szczęście w biznesie

Szczęśliwy jest ten, kto mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół, nieszczęśliwym zaś ten, kto pobiera 20 szylingów, a wydatki jego wynoszą 20 i pół.

czwartek, 30 grudnia 2021

Coworking czyli elastyczne biuro

Jeżeli nie stać cię na wynajem kosztownego biura, albo biuro nie jest ci potrzebne na stałe to możesz skorzystać z propozycji firm coworkingowych. Wynajmujesz biuro, a właściwie biurko w konkretnym biurowcu, na kilka dni lub tylko wtedy kiedy jest to niezbędne. Gdy często przemieszczasz się i musisz w różnych miejscach spokojnie popracować, to takie rozwiązanie jest idealne. Poza tym jest to alternatywa dla pracy w domu. W biurowej atmosferze poczujesz się zapewne dużo lepiej oraz możesz umówić się na spotkanie ze swoimi klientami. Sprowadzanie klientów do własnego domu, gdy nie dysponujesz swoim biurem to nie jest dobry pomysł i nigdy nie zrobi dobrego wrażenia na twoim kontrahencie. Wirtualny adres pozwala na zaspokojenie różnorodnych potrzeb biznesowych. Z tej oferty korzysta coraz więcej firm i osób.

I najważniejsze. Ile to kosztuje? Ceny zależą oczywiście od lokalizacji, ale średnia cena za wynajem biurka w Warszawie na dzień to koszt około 35 złotych. Czy to jest dużo? To cena trzech dobowych biletów komunikacyjnych w Warszawie. Możesz też wynajmować biurko na stałe w systemie hot-desk z nielimitowanym dostępem do biura 24/7. Ceny też są dostępne. Za miesiąc zapłacisz od 400 do 500 zł. Gdy potrzeby pracy przy biurko są minimalne to możesz wynająć biurko na godziny - zwykle cena takiego wynajmu to 15-20 zł.

Coworking jest bardzo elastycznym systemem, który możesz dostosować w najbardziej odpowiadający ci sposób.

 

wtorek, 13 października 2020

W biznesie najważniejszy jest klient ... czy umiejętność manipulacji klientem?


Stwierdzenie, że "w każdym biznesie najważniejszy jest klient" jest oczywistą oczywistości. Jednak od takiego stwierdzenia do stosowania go w biznesowej praktyce jest daleka droga. Dla pewnej części przedsiębiorców dobre relacje z klientem są podstawą powodzenia ich biznesów i na tych stosunkach rozwijają swój biznes. 

Jednak działa też całkiem spora liczba przedsiębiorców, którzy klienta traktują instrumentalnie. Wyciągnąć od klienta jak najwięcej, to podstawa ich biznesu. Do tego typu przedsiębiorców należą niektóre firmy, które wykorzystując olbrzymią przewagę wiedzy i doświadczenia nad klientem, próbując (zazwyczaj skutecznie) zarobić na sprzedawanym towarze coś extra, więcej niż wynika z ceny towaru. Nie byłoby w tym nic nagannego, gdyby za dodatkową sprzedażą nie krył się "haczyk", które w efekcie daje przedsiębiorcy dodatkowy zysk, a klientowi może przysporzyć sporo kłopotów. Oczywiście wszystko zorganizowane jest lege artis i formalnie nic takim przedsiębiorstwu zarzucić nie można.

Pisząc powyższe słowa, mam na myśli przybierająca od lat na sile kampanię sprzedawania dodatkowych ubezpieczeń, przy zakupie sprzętu elektronicznego i AGD. Wielu klientów myli przy tym dodatkowe ubezpieczenie ze standardową gwarancją, która jest obligatoryjnie wymagana przy sprzedaży.

Niby nic w tym nadzwyczajnego, że firmy chcą dodatkowo zabezpieczyć zakup klientowi. Jednak, gdy przychodzi co do czego, to zdarza się, że z dodatkowego ubezpieczenia nici. Klientów, którzy czują się nabici w butelkę jest całkiem sporo. Z informacji, które są publikowane wiemy, że do Rzecznika Finansowego wpływa średnio ponad 60 skarg miesięcznie, w związku z ubezpieczeniami elektroniki. Niestety, ale Rzecznik niewiele może pomóc sfrustrowanym klientom, ponieważ nie ma prawnych narzędzi, które umożliwiałyby skuteczną interwencję

Klientów, którzy wykupują dodatkowe ubezpieczenia jest całkiem dużo. Można spotkać się z opiniami, że większość klientów, pod wpływem zachęty sprzedawcy, płaci dodatkowo od 10 do 20% wartości zakupionego sprzętu ... za marzenia o beztroskim korzystaniu z laptopa, czy smartfona.

Ostatnio kupiłem aparat fotograficzny i laptop w dużej sieci handlowej i również spotkałem się z tego typu zachętami. Z własnego doświadczenia wiem, że zachęty są bardzo (aż za) sugestywne. Mój sprzedawca gimnastykował się, jak tylko potrafił, aby wepchnąć dodatkowe ubezpieczenie. Gdy ktoś usłyszy, że naprawią mu smartfon, gdy wpadnie do zupy lub dostanie po 3 latach nowy sprzęt, gdy przypadkiem coś tam, coś tam stanie się z jego sprzętem ... niektórzy nie oprą się przed taką ... okazją? manipulacją?

W czym tkwi haczyk? Niby w niczym, bo wszystko jest jasno określone w Ogólnych Warunkach Ubezpieczenia. Niestety, ale mało kto czyta OWU. Poza tym, nie wystarczy przeczytać. Trzeba jeszcze zrozumieć!

W czym więc pretensje do przedsiębiorców? W tym, że wykorzystują pociąg części klientów do korzystania z ciekawych propozycji i okazji? Przecież chcą im tylko pomóc, oferując dodatkową usługę ... z której klient nie musi skorzystać!  

Kazus dodatkowych ubezpieczeń elektroniki  pokazuje bardzo wyraźnie, że teorie marketingowe  wygłaszane przez niektórych speców od marketingu, jak ważne są partnerskie relacje przedsiębiorcy z klientem, można włożyć ... no właśnie, czy można włożyć między bajki? Ciekawe jakie są wasze doświadczenia i co o tym myślicie?

poniedziałek, 7 stycznia 2019

Powrót do 6 dniowego tygodnia pracy?

Olbrzymie zamieszanie i konsternację, nie tylko na Węgrzech, wywołało uchwalenie przez węgierski parlament tzw. "ustawy niewolniczej". Nowe prawo pracy zmusza pracowników do przepracowania w ciągu roku 250 godzin nadliczbowych, jeżeli pracodawca będzie żądał świadczenia takiej pracy. 

Dodatkowo pracodawca może zażądać od pracownika przepracowania kolejnych  150 godzin nadliczbowych, ale musi uzyskać na to zgodę pracownika. Zgoda pracownika wydaje się czysto formalnym wybiegiem, bo trudno sobie wyobrazić, aby pracownik odmówił świadczenia pracy, gdy "poprosi" go pracodawca.

W ten sposób, jakby przy okazji, doszlusowano do 6 dniowego dnia pracy (6 dni x 8 godzin)

all around the clock
Węgry nie są rzecz jasna, pierwszym państwem, które ma takie pomysły na walkę z problemem pozyskania wykwalifikowanych pracowników.

Godziny nadliczbowe to jedno, ale najciekawszy jest sposób zapłaty za godziny nadliczbowe. Obecnie godziny nadliczbowe są rozliczane w ciągu jednego roku. Nowe prawo pozwala na wydłużenie tego okresu do lat trzech.


W przypadku Węgier takie rozwiązanie ma uzasadnienie ekonomiczne. W 2017 roku inwestycje zagraniczne generowały blisko 67 % węgierskiego PKB. Największymi pracodawcami na Węgrzech są zagraniczne firmy przemysłu motoryzacyjnego, w których cykl produkcji samochodów zwykle odbywa się okresach trzyletnich. Nie ulega wątpliwości, że Węgry nie miały wyjścia, jeżeli dalej chcą być główną montownią samochodów w Europie.

Tego rodzaju zmiany w prawie pracy będą miało daleko idące reperkusje nie tylko na Węgrzech. Pytaniem jest ... kto następny i jakie kolejne zmiany są przygotowywane dla pracowników.

niedziela, 23 grudnia 2018

Brexit. Nigdy nie kończąca się historia?

Zamieszanie, jakie stworzyli Brytyjczycy swoją nierozsądną decyzja w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, doprowadzi do wielu zmian, tak w polityce, jak i gospodarce europejskiej. 

Jakie to będą zmiany oraz jakie będą niosły skutki, to w dalszym ciągu sfera domysłów, bo nikt nigdy takiej sytuacji nie doświadczył. Wszystko co jest wypisywane i wygadywane można w dużej części włożyć miedzy bajki. Wiele instytucji tworzy rożne scenariusze, ale z nimi jest tak, jak z biznesplanem. Wszystko kręci się wokół niepewności i ryzyka. Dopiero praktyka pokazuje, ile w biznesplanie było życzeń, a ile wiedzy autora pomysłu na biznes!

W tym krótkim felietonie nie zmierzam kreślić swoich przypuszczeń na przyszłość po-brexitową, albo powtarzać zasłyszanych opinii.  Jedno wydaje się wszak bardzo prawdopodobne. Brytyjczycy, a w każdym razie ich elity, będą chciały się z tego wykręcić. Jak to zrobią? Starą metodą na przeczekanie. Wyjdą z UE bez porozumienia, co będzie oznaczało konieczność negocjowania tysięcy umów gospodarczych i politycznych w niemal każdej dziedzinie ... ale do czasu ich wynegocjowania wszystko pozostanie po staremu. 

Nikt rozsądny nie pozwoli sobie na chaos gospodarczy, chociaż nie brakuje w świecie sił, które unijnemu chaosowi bardzo kibicują. Pytaniem jednak jest, czy tego rozsądku jest wystarczająco dużo w Europie? Wiele rozstrzygną przyszłe wybory do parlamentu europejskiego i jaka z tego wyboru wyłoni się Europa.

Bez względu na wynik Brexitu, wydaje się niemal pewne, że Brexit zaprzepaścili szansę na ścisłą integrację państw europejskich  i  oddalił w czasie wizję liberalnego państwa europejskiego.  Nie wszyscy są zwolennikami tych idei, ale trzeba mieć świadomość, że alternatywą będzie wojna gospodarcza. Polska nie będzie miała w niej wielu atutów, i ile jakiekolwiek?

niedziela, 28 października 2018

Czy decyzja Google rozsadzi rynek darmowych usług konsumenckich w Internecie?

Blog to jeden z wielu wynalazków Internetu. Kto prowadzi blogi na darmowych platformach ten wie, że dostawca takich usług może w każdej chwili zmienić zdanie i zaprzestać ich świadczenia.

Dodając do tego fakt, że w wirtualnej rzeczywistości można w każdej chwili stracić wszystkie treści, warto się przed tym zabezpieczyć. 

Blogi stanowią jednak margines w olbrzymim spektrum darmowych usług w Internecie. Zdecydowana większość z nas ma konta w social media i zapewne mało kto zastanawia się na tym, że tego rodzaju usługi mogłyby zniknąć lub wprowadzono by za nie opłaty. Już sama myśli, że nie moglibyśmy korzystać z Facebooka, Twittera lub Google+ wydaje się dla wielu abstrakcją, która nie może się wydarz. Czas jednak stanąć twardo na ziemi, bo na polu darmowych usług internetowych coś bardzo ważnego wydarzyło się na początku października ...

Wielcy dostawcy treści internetowych zaczynają zmieniać podejście do darmowych usług. Widocznie wyszło im, że ten model promocji marki wyczerpał swój potencjał i generuje więcej kosztów, niż korzyści? Chyba nikt nie myśli, że jakiekolwiek darmowe usługi w Internecie są udostępniane z miłości do Was. Nigdy tak nie było i nie będzie. Darmowa usługa w Internecie nie istnieje. To kwestia chłodnych kalkulacji.

Coś ostatnio musiało się wydarzyć, bo wielcy tego rynku zaczynają wycofywać się z darmowych usług. Po pierwsze Onet zdecydował się na zamknięcie serwisu blog.pl, funkcjonującego od 17 lat. Portal blogowy blog.pl zniknie z polskiego rynku z dniem 28 lutego 2018. Jakby tego było mało, to na początku października tego roku, firma Google zakomunikowała, że definitywnie zamknie swój serwis społecznościowy Google+. Google+ ma zostać wygaszone w ciągu 10 miesięcy ... do sierpnia 2019 roku. Czy nie brzmi to, jak przygrywka do zamachu na media społecznościowe?

Szczególnie ta druga informacja jest szokująca, bo z Google+ korzystają miliony osób na całym świecie. Na G+ stworzono tysiące grup i miliony profili. Niektóre grupy na Google+ skupiają po kilkanaście tysięcy członków. Co się z nimi stanie? Google ma do tego stosunek ambiwalentny. Niby okazuje troskę, ale ostatecznie rozwiąże problem przy pomocy przycisku DELETE! 

Likwidacja kont i treści na G+ dotyczy tylko konsumentów, jak to ładnie określili.  Oczywiście podali powody takiego postępowania, ale jak to mówią, powód zawsze można znaleźć. Szkoda czasu na analizę tych powodów.

Zamknięcie Google+ dla konsumentów coś oznacza. Jeszcze wszystkiego nie wiemy ... ale efektu śniegowej kuli wykluczyć nie można. Internet nie jest z gumy i nie jest pewne, czy wchłonie tych, którzy będą musieli znaleźć nowe miejsce dla swoich starych treści. Sytuacja może rozwinąć się w rożnych kierunkach. Nie można wykluczyć, że ktoś będzie chciał przejąć miliony użytkowników G+?

Nie jest żadną tajemnicą, że to co dzieje się w wolnej przestrzenie social media i na blogach nie wszystkim pasuje. Decyzja Google może dać asumpt hamulcowym Internetu do ograniczania usług. Najprościej można to osiągnąć poprzez wprowadzenie opłat ... wszędzie i za wszystko. Ograniczy się w ten sposób efektywny dostęp do treści i zniknie de facto anonimowość.

Trudno jednak nie zadać pytania: 
Czy decyzja Google to początek pewnych tendencji (dzisiaj jeszcze nie do końca możliwych do sprecyzowania) w udostępnianiu usług i treści w Internecie?