facebook

Social Icons

twitterfacebookgoogle plusrss feedemail

poniedziałek, 31 października 2011

Nowy plan "Marshall'a" dla strefy PIIGS

"Miałeś, Chamie, Złoty Róg / Miałeś, Chłopie, Czapkę z Piór ..."

Wesele - Stanisław Wyspiański



Stabilizacja strefy euro to droga do wyjścia z obecnego kryzysu. W tym celu Unia musi podjąć szereg działań doraźnych i reformatorskich. Jednym z pomysłów, który niewątpliwie powinien pomóc poprawie i stabilizacji sytuacji, szczególnie w państwach należących do PIIGS jest wprowadzenie planu w stylu dawnego planu Marshalla. Nowy plan "Marshalla" powinien przyspieszyć wzrost gospodarczy i konkurencyjność w krajach takich jak Grecja i Włochy. Plan może zostać sfinansowany przez Niemcy i państwa spoza strefy euro. Państwa takie, jak Chiny, Brazylia i Norwegia mogłyby uczestniczyć w nowym planie "Marshalla" za pośrednictwem Europejskigo Fundusz Stabilności Finansowej.

Na jakich warunkach Niemcy i Chiny mogłyby sfinansować nowy plan "Marshalla" ? To zasadnicze pytanie. Od odpowiedzi na to pytanie zależy, czy taka inicjatywa w ogóle może być zrealizowana. Państwa strefy euro wzajemnie są powiązane, a obecny kryzys uwypuklił najsłabsze ogniwa. Przetrwanie strefy euro zależy od wytrzymałości najsłabszego ogniwa. Gdy to ogniwo pęknie rozsypie się cała strefa wspólnej waluty. W ocenie tego ogniwa w oczach finansujących leży częściowa odpowiedź dotycząca realności nowego planu "Marshalla".

Obecnie, gdy zagrożone są tak potężne gospodarki, jak  Włochy i Hiszpania sytuacja jest na tyle poważna, że nie podjęcie wszystkich możliwych działań stworzy nową jakość na gospodarczej mapie świata. Upadek gospodarczy tak dużych państw odbije się rykoszetem na globalnej gospodarce i wywoła lawinę niekontrolowanych reakcji na rynkach walutowych i finansowych. Tak więc z dużym prawdopodobieństwem można prognozować, że Niemcy i Chiny nie mają wyjścia i muszą zaryzykować. Sytuacja taka niewątpliwie będzie miała daleko idące reperkusje dla państw, które przyjmą nowy plan "Marshalla".

Za ryzyko w warunkach niepewności będzie trzeba drogo zapłacić. Czym ? Odpowiedź wydaje się banalnie prosta ! Gospodarki państw strefy PIIGS uzależnią się od swoich "dobrodziei".

Niemcy i Chiny wykorzystają sytuację poprzez stworzenie gigantycznych programów inwestycyjnych, które pobudzą gospodarkę Grecji czy Włoch, ale jednocześnie pozwolą zarobić firmom z tych państw krocie.

Niemiecki rząd nie próżnuje i jak podał dziennik "Handelsblatt" opracowano już dokument "Ofensywa inwestycji i wzrostu dla Grecji".  Niemcy proponuję stworzenie bonusów inwestycyjnych dla niemieckich przedsiębiorstw, które zaangażują się w projekty gospodarcze w Grecji. Priorytet mają projekty z zakresu  odnawialnych źródeł energii, energetyki zawodowej, turystyki i telekomunikacji. Niemcy proponują też stworzenie w Grecji stref ekonomicznych o specjalnym statusie podatkowym i ograniczonych prawach pracowniczych. Wydaje się, że Grecja nie ma wyjścia i będzie musiała zapomnieć o dawnych "dobrych" czasach.

Ustabilizowanie systemu finansowego to imperatyw UE

Imperatywem Unii Europejskiej jest ustabilizowanie systemu finansowego. Wynika to wprost z ustaleń ostatniego szczytu szefów państw euro. Czy te ustalenia zostaną przełożone na określone i co najważniejsze skuteczne działania pokaże najbliższy czas.

Ustabilizowanie strefy euro musi być oparte na następujących filarach:
  • Europejski Fundusz Stabilności Finansowej

Gwarantem stabilizacji strefy euro jest Europejski Fundusz Stabilności Finansowej. Agencje ratingowe Moody's, Standard & Poor's i Fitch potwierdziły najwyższy rating EFSF na poziomie AAA, co jest wyrazem najwyższego zaufania do strategii państw strefy euro. Kilka dni temu szef funduszu Klaus Regling w trakcie wizyty w Pekinie zachęcał Chińczyków do zakupu obligacji funduszu w większym zakresie niż dotychczas ( ... a może lepiej byłoby napisać, że pojechał po prośbie ...). Ponieważ środki, które chce pozyskać fundusz będą przeznaczone na działania ratunkowe w ramach państw strefy euro koniecznym jest doprecyzowanie warunków funkcjonowania funduszu, a  zwłaszcza zasad tworzenia specjalnych wehikułów finansowych (SPV). Inaczej trudno będzie pozyskać wartościowych inwestorów.

Drugim potężnym źródłem finansowania EFSF może być norweski fundusz naftowy (właściwa nazwa to Rządowy Fundusz Emerytalno-Globalny). Do funduszu trafiają zyski z wydobycia norweskiego gazu i ropy. Fundusz dokonuje długoterminowych inwestycji w obligacje i firmy. W samej Norwegii zdania co do udziału w EFSF są podzielone. W każdym razie do chwili obecnej nie są prowadzone żadne rozmowy pomiędzy UE a Norwegią w sprawie udziału funduszu norweskiego w ratowaniu strefy euro.

Otwartym pytaniem pozostaje, czy EFSF zgromadzi wystarczające fundusze ? To zależy od skali problemu. Z ratowaniem Grecji i Portugalii fundusz zapewne poradzi sobie bez problemu. Jeżeli jednak będą potrzebne nieporównywalnie większe środki dla Włoch i Hiszpanii to problem wydaje się nie mieć pozytywnego rozwiązania. Na poparcie tej tezy można przytoczyć opinie wielu ekonomistów, którzy otwarcie głoszą, że Włochy już są bankrutem.

  • Reformy Strukturalne
Sukces EFSF będzie możliwy tylko pod warunkiem prowadzenia innych równoległych działań. Jak powiedziała kanclerz Merkel "samo darowanie długów nie rozwiąże problemów Grecji". Za oddłużeniem muszą iść reformy strukturalne. W przypadku takich państw jak Grecja koniecznym jest ustanowienie zewnętrznego i niezależnego nadzoru nad realizacją greckich reform. Grecka machina biurokratyczna pokazała, że jest w najwyższym stopniu nieskuteczna, a może nawet uprawnionym będzie określenie niekompetentna.

  • Zmiany w traktach UE
Dla nikogo nie ulega już żadnej wątpliwości, że traktaty na których oparta jest UE wymagają daleko idących zmian. Po pierwsze należy naprawić błędy popełnione przy konstruowaniu unii walutowej. Po drugie dyscyplina budżetowa każdego z państw strefy euro musi być poddana daleko idącym rygorom.


Bardzo rozsądną wydaje się propozycja, którą zgłosił znany ekonomista Krzysztof Rybiński. Najogólniej polega ona na możliwości przeprowadzenia dewaluacji euro w ramach jednego państwa. Odnosząc się do obecnej sytuacji wymiana taka polegałaby na tym, że Niemcy wymieniają jedno stare euro na jedno nowe euro, Grecy dwa stare na jedno nowe, a Włosi półtora na jedno itd. Pozwoliłoby to na wyjście z kryzysu Grecji i Włochom.


Jeżeli system strefy euro nie zostanie ustabilizowany, to euro jako waluta przestanie istnieć. To w dalszym ciągu dla wielu wydaje się science fiction, ale marazm w podejmowaniu działań przybliża nas do tego scenariusza.

sobota, 29 października 2011

Premier Berlusconi trafił w sedno kryzysu

Premier Włoch Silvio Berlusconi powiedział 29 października to, o czym większość polityków i komentatorów doskonale wie, ale traktuje to jako temat tabu. Tak. Premier Silvio Berlusconi ma rację mówiąc, że euro nikogo nie przekonało. Wspólna waluta wielu państw jako pierwszy tego rodzaju eksperyment na świecie nie mogła odnieść w długookresowym planie sukcesu, ponieważ nie jest wspierana przez instytucje, które stoją na straży każdej narodowej waluty. Każda narodowa waluta wspierana jest przez rząd oraz bank narodowy, który jest gwarantem waluty.


W przypadku euro nie mamy z tym do czynienia i dlatego euro stało się łatwym celem dla ataku spekulacyjnego. To nie Grecja winna jest obecnej sytuacji kryzysowej ale euro. Gdyby w Grecji walutą była drachma, to najprawdopodobniej nie doszłoby do kryzysu greckiego, a jeżeli taka sytuacja miałaby miejsce, to Bank Grecji miałby wystarczające narzędzia, aby podołać tym zagrożeniom, a co najważniejsze kryzys waluty narodowej w niewielkim stopniu oddziaływałby na waluty i gospodarki innych państw.

Zdaniem wielu analityków umorzenie części greckiego długu nie przyniesie spodziewanych efektów, a jedynie da czas na podjęcie kolejnych działań i odłoży w czasie bankructwo tego państwa ... chyba, że Unia podejmie reformę instytucjonalną. Jeżeli euro ma przetrwać, to musi powstać wspólny rząd państw strefy euro, który będzie miał wpływ na gospodarki poszczególnych państw. Musi to się wiązać z nieuchronnym oddaniem znacznej części suwerenności państw na rzecz państwa ponadnarodowego. Tylko, czy poszczególne rządy tego chcą ? Dzielić się władzą ! Uprawniona staje się więc teza, że strefa euro zostanie rozwiązana. Chodzi tylko o to, aby zrobić to w sposób spokojny i wyważony. Na poparcie tej tezy (dzisiaj wydaje się karkołomnej) można przytoczyć fakt, że Niemcy odmówiły finansowania z własnych środków EFSF, a Klaus Regling szef funduszu ratunkowego strefy euro pojechał w tym tygodniu do Chin na konsultacje, których celem jest namówienie rządu chińskiego do nabycia (w większym zakresie niż dotychczas) obligacji z Europejskiego Funduszu Stabilizacji Finansowej.


Tym bardziej dziwią ostatnie enuncjacje niektórych polskich polityków, którzy właśnie w tej chwili widzą konieczność sprężenia się, aby jak najszybciej dołączyć do ekskluzywnego klubu.

wtorek, 25 października 2011

"Zamówienie internetowe" w realnym sklepie ... dwa światy !

googleanalytics zamieścił na YouTube firm Online Checkout - In Real Life ...
Ten film to ... ironia na temat sklepów internetowych ?



Ten krótki film pokazuje zderzenie dwóch światów. Z jednej strony świat klienta, który robi zakupy i pragnie to zrobić szybko i sprawnie. Po drugiej stronie stoi świat sklepów internetowych, które przeładowane są instrukcjami, formularzami, e-mailami, hasłami, loginami, potwierdzeniami. Zrobienie zakupów w sklepie internetowym to masą kliknięć i różnych wpisów, które w wielu przypadkach nie ułatwiają zakupów. I z taką sytuacją mamy do czynienie w filmie. W efekcie klient odchodzi nie robiąc zakupów.

Film niewątpliwie jest przestrogą dla projektantów sklepów internetowych. W wielu przypadkach pełna funkcjonalność znana jest tylko twórcy oprogramowania. Te rozbudowane funkcjonalności w większości niczemu nie służą. Sklep internetowy powinien w jak największym stopniu umożliwić zakup w sposób analogiczny, jak w realnym sklepie. I to jest przesłanie (które odczytałem z tego filmu) do twórców sklepów internetowych oraz do tych, którzy sprzedają za pośrednictwem tych sklepów swój towar.

Wiele sklepów internetowych wyposażonych jest w dużą ilość różnego rodzaju komponentów i modułów. Jakby tego było mało to ciągle oferowane są kolejne moduły do tych sklepów. Czy to rzeczywiście jest potrzebne. Czy klient szuka komplikacji, czy też prostych rozwiązań.

Osobnym tematem związanym ze sklepami internetowymi jest bezpieczeństwo danych. Niestety wiele sklepów przypomina sejfy i zakupy w nich z dużym uproszczeniem przypominają otwieranie kasy pancernej. Ciągłe klikanie i wpisywanie haseł jest po prostu nudne i wkurzające. Czy ktoś w końcu poradzi sobie z tematem setek haseł i loginów, które wszyscy użytkownicy muszą pamiętać lub gdzieś zapisywać. To nie dotyczy już tylko sklepów internetowych, ale całego Internetu.

Nie do końca jasne są dla mnie intencje googleanalytics, które zamieściło ten film, bo korzystanie z Google Analytics nie jest ani takie proste, a już na pewno nie jest intuicyjne. 

poniedziałek, 24 października 2011

Ile wspólnego ma koszt produkcji z ceną detaliczną ?

Impulsem do napisania poniższego artykułu była informacja jaką podał portal iSuppli na swojej stronie. Informacja dotyczyła szacunkowych kosztów wyprodukowania iPhone 4S. Według portalu koszt wytworzenia wersji 64GB wynosi 245 USD. Sprawdziłem w jakiej cenie można nabyć iPhone 4S 64GB na  allegro. Cena na aukcjach oscyluje obecnie wokół kwoty 5000 zł . Dzisiejszy kurs 1 USD to 3,20 PLN. Wynika z tego, że koszt wyprodukowania to 784 zł, czyli urządzenie sprzedawane jest w cenie ponad 6 krotnie przewyższającej bezpośrednie koszty wytworzenia.

Powyższy przykład skłania do zadania pytaniem o przyczyny takiej dysproporcji pomiędzy kosztami wytworzenia, a ceną detaliczną. Część odpowiedzi może tkwić w tym, że portal podał tylko bezpośrednie koszty materiałów i robocizny, a przecież są to tylko jedne ze składników ceny. W przypadku urządzeń o dużym wkładzie wiedzy technologicznej na cenę końcową mają jeszcze wpływ koszty opracowania projektu, technologii i oprogramowania i to mogą być najważniejsze składniki ceny. Ponadto na cenę końcową składają się jeszcze koszty logistyczne, marketingu, marża pośredników itd. Niebagatelny wpływ na cenę końcową mają składniki niezależne od producenta takie, jak podatki, cała, które podnoszą cenę o około 35-50 %.

Jednak wydaje się, że dodając wszystkie powyższe składniki nie osiągniemy ceny detalicznej (przy uwzględnieniu niewielkiej marży). Brakujący element musi tkwić w marży producenta. Jak duża jest ta marża? Na to pytanie trudno jednoznacznie odpowiedzieć.

Równocześnie nasuwa się kolejne pytanie o zakres produktach w których występują tak drastyczne dysproporcje.

Odpowiadając na to pytanie mogę jedynie pokusić się o postawienie tezy, że największe różnice pomiędzy kosztami wytworzenia, a ceną detaliczną występują:
  1. przede wszystkim w tzw. produktach markowych. Dotyczy to w równym stopniu towarów o niewielkim stopniu przetworzenia (np odzież), jak urządzeń high-tech (jak wspomniany iPhone 4S 64GB),
  2. w produktach zaawansowanych technologicznie, gdzie jest niewielka konkurencja,
  3. w przypadku nowych produktów wprowadzanych przez uznanego na rynku producenta,
  4. w przemyśle samochodowym
Oczywiście nie jest to pełen katalog. Można postawić tezę, że główną przesłanką do maksymalizowania marży przez producenta jest aktualna pozycja rynkowa producenta na rynku danego towaru.