facebook

Social Icons

twitterfacebookgoogle plusrss feedemail

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rentowność polskich papierów skarbowych spada, a licznik Balcerowicza kręci się w stałym tempie?

Gdy ostatnio pisałem o liczniku Balcerowicza, a było to 10 lipca 2012 roku, dług publiczny przypadający na jednego obywatela Polski przekroczył wartość 22 561 zł. Dzisiaj 31 grudnia 2012 roku licznik pokazywał wartość 22 612 zł. Przez pół roku trochę przybyło. 

Pod koniec roku notujemy rekordowo niskie rentowności polskich papierów skarbowych, które spadły do wartości bliskiej 4%. Spadek rentowności to bardzo dobra wiadomość, bo Polska mniej będzie musiała płacić za obsługę zadłużenia. Ciekawe, czy licznik Balcerowicza już to uwzględnił? Z drugiej strony MF próbuje różnych sztuczek, aby publiczne zadłużenie klasyfikować w taki sposób, aby nie miało to wpływu na sposób obliczania zadłużenia. Więc może ten jednostajny ruch licznika ma w dalszym ciągu uzasadnienie.


Licznik Balcerowicza kręci się...

Licznik Balcerowicza kręci się...
Licznik Balcerowicza kręci się...

piątek, 28 grudnia 2012

I N W E S T Y C J A - I - B I Z N E S P L A N

I N W E S T Y C J A - I - B I Z N E S P L A NStrona programu iBiznesPlan jest dostępna w sieci pod nową domeną inwestycja.warszawa.pl (poprzednio bp2000.webmedia.com.pl). 

Strona nosi nazwę
I N W E S T Y C J A 
- I - B I Z N E S P L A N

Do zarządzania stroną wykorzystano system Wordpress. Dzięki temu strona zyskała większe możliwości w zakresie prezentacji treści. 


Blog INWESTYCJA-I-BIZNESPLAN jest uzupełnieniem informacji umieszczonych na stronie INWESTYCJA-I-BIZNESPLAN. Biznes plan to wiodąca tematyka bloga. Na blogu umieszczane  również będą informacje dotyczące wydarzeń ekonomicznych i gospodarczych oraz polemiczne artykuły o tematyce biznesowej.

czwartek, 27 grudnia 2012

Biznes Plan i jego wpływ na sukces?

Dla każdego, kto spróbował swojej drogi w biznesie jest rzeczą oczywistą, że bez biznes planu nie można rozpocząć żadnej działalności na konkurencyjnym rynku. Nie ma znaczenia branża czy też doświadczenie inwestora. Zawsze opracowujemy biznes plany, bo to jest niezbędne do podjęcia decyzji o wydatkowaniu własnych, czy też pożyczonych środków finansowych na nową działalność, czy też rozszerzenie obecnie prowadzonego biznesu. 

Wiele osób, które to przeczyta, zapewne powie, że nie opracowało biznes planu, a rozpoczęło działalność i nawet odniosło w niej sukces. Czy, aby na pewno tak było? Ot tak, ktoś na przykład kupił przypadkowe maszyny i otworzył firmę? Bez zastanowienia się co będzie dalej? Oczywiście tak nigdy się nie dzieje. 

Wiele osób utożsamia biznes plan z obszernym opracowaniem, pełnym tabel, analiz i wyliczeń. W rzeczywistości tak nie jest. Wiele biznes planów to po prostu kilka kartek papieru na których dokonujemy własnych wyliczeń. Niejednokrotnie są to bardzo amatorskie wyliczenia, ale zawsze niosą za sobą ładunek naszej wiedzy o danym biznesie. 

Biznes Plan
Biznes Plan i jego wpływ na sukces?
Często musimy opracować profesjonalny biznes plan, bo taki jest wymóg banku, czy też współinwestora. Czy takie opracowanie komuś zaszkodziło? Wątpię. Co najwyżej inwestor z niego nie korzystał, ale powód takiego stanu rzeczy zwykle jest ten sam. Wielu inwestorów, szczególnie tych małych, nie posiada wystarczającej wiedzy z zakresu rachunkowości, marketingu, czy finansów, aby biznes plan odpowiednio zinterpretować i potem z pożytkiem wykorzystać w swoim biznesie. To też jest główny powód dlaczego większość inwestorów opracowuje swoje biznes plany w postaci luźnych notatek. Jednak każdy biznes plan, już przez sam fakt, że ma wpływ na podjęcie decyzji inwestycyjnej ma duże znaczenie dla przedsięwzięcia inwestycyjnego.

Czy w takim razie biznes plan ma wpływ na sukces w biznesie? Odpowiedź na to pytanie nie jest już tak jednoznaczna. 

Jeżeli biznes plan opiera się na wiedzy czyli rzetelnych danych i prognozach, które mają szanse sprawdzić się w przyszłości, to oczywiście taki biznes plan ma wielki wpływ na późniejszy sukces w biznesie. Jeżeli jednak biznes plan jest zbiorem naszych życzeń, to takie opracowanie jest bezużyteczne, a powodzenie w biznesie będzie wynikiem przypadku. Ponieważ sukces w biznesie rzadko jest wynikiem zbiegu okoliczności, wiec na sukces z takim biznes planem nie liczmy.

środa, 19 grudnia 2012

Czy warto powierzyć chmurze danych wszystkie dane firmy?

Rozwój Internetu to nieustający proces. Wynikiem rozwoju technologii internetowej są przede wszystkim zmiany. Internet zmienia się, ale Internet zmienia przede wszystkim świat. Jedną z największych zmian, którą umożliwia Internet jest migracja oprogramowania z komputera do chmury danych

Kilka wielkich firm softwarowych, na czele z Microsoft, zachęca na wszelkie możliwe sposoby to zmiany dotychczasowych nawyków i powierzenia chmurze swoich danych. O ile w przypadku osób indywidualnych, które dysponując coraz większymi prywatnymi zasobami, mogą bez większego ryzyka skorzystać z tej oferty, to w przypadku firm jest to decyzja o podstawowym znaczeniu.

Powierzenie chmurze swoich danych księgowych, projektów, propozycji biznesowych, biznes planów, tajnej korespondencji i archiwów wydaje się bardzo korzystne. Czy tak jest w rzeczywistości? Nie przekonamy się o tym, aż do momentu, gdy wydarzy się coś całkowicie nieoczekiwanego. Oczywiście prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest bliskie zero, ale wykluczyć nie można.

Firma Ernst & Young wykonała testy penetracyjne aplikacji internetowych. Z informacji, które udostępniła wynika, że w 90% aplikacji można zidentyfikować wysokie lub krytyczne błędy. Może to skutkować przejęciem przez hakera wrażliwych informacji udostępnianych w tych aplikacjach. Luki w bezpieczeństwie mogą mieć wpływ na reputacje (np przejęcie kontroli nas stroną internetową). Jeżeli są to dane finansowe lub numery kart kredytowych klientów, to dla wielu firm może to oznaczać koniec ich działalności, Pomijając fakt, że ich wiarygodność spadnie do zera, to muszą dodatkowo ponosić koszty związane z rekompensowaniem klientom strat powstałych w wyniku wykorzystaniem danych klientów przez osoby nieuprawnione.

Chmura danych zawładnęła już pewną grupą informacji i nie mamy żadnego wyboru. Prowadząc np. sklep internetowy musimy powierzyć chmurze wszystkie dane związane z tym biznesem. Mamy jednak wpływ na wybór programu do obsługi sklepu.

Okazuje się, że chmura danych jest wprost idealnym rozwiązaniem dla pewnych przedsięwzięć biznesowych w Internecie. Najbardziej popularny internetowy serwis peer2peer Pirate Bay zrezygnował ze swoich serwerów i przeniósł swoje torrenty do chmury. Teraz Pirate Bay korzysta z serwerów, które działają w nieznanych centrach i w różnych państwach. Kłopoty Pirate Bay skończyły się. Przynajmniej na razie.

Czy więc warto iść pod prąd i nie korzystać z chmury danych? Oczywiście, że należy z tej technologii korzystać, ale róbmy to z rozwagą.

Pewnych danych nigdy jednak nie należy chmurze powierzać. Jakich? Na to pytanie już każdy musi odpowiedzieć sobie sam.

piątek, 14 grudnia 2012

Najważniejsze są pierwsze 30 sekund rozmowy!

Satysfakcja gwarantowana?
Sprzedaż przez telefon w Polsce zaczyna przybierać już formy karykaturalne. Praktycznie ta plaga dotknęła już każdą osobę w Polsce, która posiada telefon, czyli wszystkich. Dzwonią, aby zaoferować przejście do innego operatora telefonii komórkowej, aby udzielić pożyczki (zwykle tym, którzy nie potrzebują), aby zaprosić na pokaz cudownych wełnianych pierzyn .... Dzwonią, dzwonią, dzwonią ... i robią to zwykle z numerów zastrzeżonych.

Jak zaczynają rozmowę? "Chciałem przeprowadzić wywiad ... Czy w domu są osoby w wieku od lat 14 do 40? ... Chciałem zaprosić na darmowy pokaz ... Dzień dobry. Nazywam się Beata Kowalska. Wasza firma została wytypowana do otrzymania prezentu..."

Technika łowienia klienta jest w sumie prosta. Po pierwsze należy przebrnąć przez pierwsze 30 sekund rozmowy. Jak obliczyli spece od tej techniki sprzedaży, jeżeli jeleń tzn... klient nie przerwie rozmowy w ciągu 30 sekund, to istnieje duża szansa na jej dalsze kontynuowanie. Dalej, o ile uda się kontynuować rozmowę następuje budowanie relacji przyjacielskich z klientem. Najważniejsze, aby sprowokować klienta do mówienie. Celem oczywiście jest dokonanie sprzedaży. Większość osób w ogóle nie wie, że przez telefon można zawrzeć umowę. Zdecydowana większość umów nie wymaga dla swojej ważności żadnej szczególnej formy. Mogą zostać zawarte ustnie, za pośrednictwem poczty elektronicznej, czy podczas rozmowy telefonicznej.

Większość z tych rozmów jest nagrywana. Zwykle, gdy dzwonią z banku, to informują o tym. Z innymi łowcami jest różnie, ale zwykle nic nie mówią na temat nagrywania rozmowy ... chyba, że po fakcie, gdy umowa w trakcie rozmowy telefonicznej zostanie zawarta. Jak wiele osób zostało w ten sposób zaskoczonych, gdy nagle otrzymało wezwania do zapłaty?

Prowadząc tego  rodzaju rozmowy należy zachować dużą ostrożność. Najlepiej wyraźnie oświadczyć, że treść rozmowy nie może być traktowana jako zgoda na zawarcie umowy, w tym umowy na próbę. 

Może jestem trochę przewrażliwiony, ale mnie to już zaczyna wku*** ... i kończę takie rozmowy w 5 sekundzie, mówiąc "dziękuje, nie jestem zainteresowany". Może jednak jestem wyjątkiem, bo ilość tych telefonów rośnie, więc ... chyba  są skuteczne?

wtorek, 11 grudnia 2012

Szczęście od nieszczęścia dzieli tyle, co nic.

"Szczęśliwy jest ten, kto mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół, nieszczęśliwym zaś ten, kto pobiera 20 szylingów, a wydatki jego wynoszą 20 i pół."
Karol chciał wszystkich uszczęśliwić
i mu nie wyszło!
Ten aforyzm, którego autorem jest Charles Dickens był, jest i będzie aktualny. We współczesnym świecie szczęście jest  ... też ... utożsamiane z naszymi możliwościami finansowymi. Wielu z nas pragnie przyspieszyć bieg czasu ku szczęściu i udaje się do banku lub instytucji zwanymi parabankami. Niestety, ale dla niektórych osób krótkotrwałe szczęście kończy się długotrwałym nieszczęściem. Warto więc zastanowić się, czy dla krótkiej chwili przyjemności warto ryzykować kłopotami. W gospodarce rynkowej decydując się na życie na kredyt zawsze ponosimy ryzyko. Nikt nie gwarantuje nam przychodów oraz tego, że nagle nie stracimy pracy lub rynek zbytu. Niestety o tych oczywistościach zwykle dowiadujemy się, gdy nie ma odwrotu.

Pożyczkodawca i pożyczkobiorca mają ten sam cel. Obie strony chcą na tym zarobić, z tym, że bank jest w uprzywilejowanej pozycji, bo wie z góry ile na tym zarobi i potrafi swój zarobek skutecznie wyegzekwować. Pożyczkobiorca ma plan, jak w przyszłości zarobić na pożyczonych pieniądzach. Nie zawsze to jest takie łatwe i oczywiste.

Czy w związku z tym nie pożyczać? Wprost przeciwnie. Pożyczać i brać kredyty, ale robić to rozsądnie i zawsze należy mieć plan awaryjny, aby móc z jak najmniejszymi stratami wycofać się z nieroztropnych pomysłów, gdy tak okaże się w przyszłości. Na całe szczęście zdecydowanie więcej jest tych, którzy "mając 20 szylingów dochodu tygodniowo wydaje 19 i pół". ... a może się mylę?

sobota, 8 grudnia 2012

Zbyt duża konkurencja zwykle kończy się kryzysem.

nie ma alternatywy dla wolnej konkurencji!
Kilka dni temu w Ministerstwie Finansów prezentowany był najnowszy raport Banku Światowego „Global Financial Development Report. Rethinking the Role of the State in Finance", który poświęcony jest roli państwa, jako regulatora rynku finansowego

W części raportu poświęconej polityce konkurencyjności znalazło się takie oto stwierdzenie:
"zbyt duża konkurencja była podstawowym powodem kryzysu. W efekcie rosnącej konkurencji banki proponowały pożyczki nawet tym klientom, którzy nie mieli wystarczającego zabezpieczenia oraz zdolności kredytowej"
Trudno z tym twierdzeniem się nie zgodzić. Niestety, ale można je rozciągnąć na inne gałęzie gospodarki. Nadmierna konkurencja potrafi zniszczyć najbardziej prężne przedsiębiorstwo. Przecież olbrzymie kłopoty, w tym liczne bankructwa wielu przedsiębiorstw budowlanych w Polsce są w głównej mierze wynikiem nadmiernej konkurencji. GDDKiA wyłaniając w przetargach firmy na budowę dróg w Polsce kierowała się praktycznie jednym kryterium, czyli ceną. Ten kto oferował najniższą cenę wygrywał. Mniejsza o to, czy inwestor posiadał wiedzę, że za taką cenę nie ma możliwości wybudowania danej drogi. Istotne, że firmy o tym wiedziały, a mimo to starały się za wszelką cenę otrzymać kontrakt. Na co liczyły? Wiadomo. Na renegocjację kontraktów. Dlaczego ryzykowały? Bo chciały przetrwać na rynku, a alternatywy w postaci innych ofert nie było.

Konkurencja to podstawa gospodarki wolnorynkowej. Jednak coraz częściej mamy do czynienia z przypadkami, że wynikiem wolej konkurencji są same szkody. Trzymając się przykładu z budową dróg w Polsce można stwierdzić, że na takiej konkurencji wszyscy stracili. Firmy zbankrutowały lub popadły w tarapaty finansowe, a inwestor państwowy nie zrealizował w terminie i za założoną cenę inwestycji drogowych. W tym konkretnym przypadku państwo mogło zapobiec tym wszystkim problemom, gdyby w Polsce obowiązywały inne regulacje odnośnie sposobu wyłaniania wykonawcy kontraktu. Nie zwalnia to wszakże od odpowiedzialności zarządów tych firm, które ryzykowały i przelicytowały.

Z dużą konkurencja mamy do czynienia praktycznie wszędzie. Niestety, gdy konkurencja jest zbyt duża, to problemy mają wszyscy uczestnicy walki konkurencyjnej. Gdyby tylko problemy miały firmy, to zapewne dla klientów tych firm byłaby to bardzo dobra wiadomość. Niestety, jak pokazał przykład banków, może to prowadzić do zachwiania całego rynku. Kryzys gospodarczy już nie wybiera. Obrywają wszyscy.

Czy istnieje alternatywa dla wolnej konkurencji? Nie. Niektórzy zapewne myślą inaczej. To, o czym myślą nie jest żadną alternatywą i niech, jak najszybciej o tym zapomną.

piątek, 7 grudnia 2012

Czy czeka nas przesiadka z własnego samochodu do komunikacji masowej?

stoję i stoję ... jak to długo będzie trwało?
Kilka miesięcy temu wysiadł w moim samochodzie akumulator i byłem zmuszony do skorzystania z komunikacji miejskiej. Praktycznie przez lata zapomniałem, że coś takiego istnieje w Stolicy. Migały mi, co prawda non stop na ulicach jakieś czerwono-żółte pojazdy, ale nie zwracałem na nie większej uwagi.

Wydawało mi się, że skorzystam z usług ZTM kilka razy i wszystko wróci do normy, czyli do przemieszczania się po Warszawie własnym samochodem. I tutaj się pomyliłem. Okazało się, że korzystając z komunikacji miejskiej nie traciłem dużo więcej czasu, niż gdy jeździłem własnym samochodem. Poza tym nie jest tłoczno, w miarę wygodnie, a ilość dostępnych połączeń jest optymalna, patrząc z punktu widzenia moich potrzeb. I tak już pozostało, aż do teraz. Gdy korzystamy z komunikacji miejskiej odpada również zmora szukania wolnych miejsc na parkingach płatnych oraz załatwianie spraw na czas. Tak na czas, bo kupujemy bilety parkingowe na określony czas i gdy zapomnimy o tym, to umundurowani lub tajni strażnicy miejscy "zaopiekują się" naszym samochodem. Ich opieka zwykle kosztuje 100 zł i stracony czas.

Obecnie ograniczyłem jazdę swoim samochodem po Warszawie do połowy przebiegu, w porównaniu z czasami, gdy korzystałem wyłącznie z własnego samochodu. Ta zamiana to również pewne, acz niewielkie, oszczędności.

Okazuje się, że nie jestem wyjątkiem i takich jak ja musi być jednak sporo w Polsce. Jak podał "Dziennik Gazeta Prawna" popyt na paliwa w Polsce gwałtownie się kurczy. Zużycie diesla po trzech kwartałach 2012 roku zmniejszyło się o 8 %, zaś benzyny o 4 %. To najwyższe spadki w historii tych notowań w Polsce. Czy jest to spowodowane przesiadaniem się kierowców z własnego samochodu do komunikacji miejskiej, czy też są to normalne symptomy spadku koniunktury gospodarczej w Polsce?

Na spadki cen paliw nie możemy liczyć, więc będziemy coraz częściej korzystali z komunikacji masowej. Przesiadka do komunikacji miejskiej nie jest spowodowana tylko cenami paliw. To tylko jeden z czynników.

Czy można więc prognozować dalszy spadek sprzedaży paliw? Jeżeli tak nastąpi, to pociągnie za sobą mniejszy popyt na samochody i usługi motoryzacyjne, zmniejszy się ruch na płatnych drogach. Również MF i samorządy nie będą wykonywać swoich planów "foto-radarowych", a bilety parkingowe będą się coraz słabiej rozchodzić. Nie bez znaczenie jest fakt, że 2 miliony, głównie młodych Polaków "zwiało" z Ojczyzny i tu już nigdy nie wróci ... chyba, że na starość. Niestety, ale to młode pokolenia ma ostry apetyt konsumpcyjny. Z wiekiem potrzeby konsumpcyjne spadają.

Czy biznes plan "Przesiadka z własnego samochodu do komunikacji masowej" sprawdzi się?

środa, 5 grudnia 2012

Najważniejsze zmiany w polskiej rzeczywistość gospodarczej nie wymagają nakładów inwestycyjnych.

póki co bez zmian. czas na zamiany będzie potem..
Polacy nie mają zaufania do własnego państwa, a państwo nie ma zaufania do własnych obywateli. To jest fakt. Ten ogólny brak zaufania ma bardzo negatywny wpływ na rozwój Polski we wszystkich obszarach jej działania. Oczywiście nie pozostaje to też bez wpływu na obywateli, którzy muszą borykać się w wieloma zakazami i nakazami, które z punktu widzenia przeciętnego obywatela niczemu nie służą, a tylko wprowadzają w codzienne życie masę utrudnień i komplikacji.

Ten węzeł braku wzajemnego zaufania coraz bardziej zacieśnia się. Do czego to w konsekwencji doprowadzi? Kto wygra tą absurdalną walkę? Czy nie należy w końcu postawić temu tamy! Czy nie nastał najwyższy czas aby wziąć przykład z takich państw, jak Holandia i postawić wiele spraw z głowy na nogi.

Rozsupłanie tego węzła jest tylko w rękach państwa i to ono musi w końcu wziąć na swoje barki przeprowadzenie szeregu zmian i regulacji na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. Przecież te zmiany nie wymagają praktycznie żadnych nakładów inwestycyjnych. Wymagają tylko odwagi i chęci ich przeprowadzenia.

Co należy zrobić?
  • po pierwsze zmienić system prawa, a przede wszystkich sposób jego stosowania. Na sprawiedliwość nie można czekać latami! Restrykcyjne i bezduszne prawo niczemu nie służy.
  • informatyzacja. Informatyzacja to procedury, a procedury to znacznie mniejsze możliwości interpretacyjne, które zawsze prowadzą do konfliktu.
  • urzędy muszą działać w sposób podobny do biznesu. Podobny nie znaczy identyczny. Przede wszystkim urzędnicy muszą mieć postawione zadania i od jakości ich wykonania być wynagradzani. Co to oznacza? Znacznie wyższe zarobki, ale tylko dla najlepszych czyli niskie podstawowe wynagrodzenie, ale za to wysoka część ruchoma wynagrodzenia.
Czy to jest wszystko, co należy zrobić? Nie. 
Czy to jest możliwe? Tak. 
Czy państwo się zmienia? Tak. 
Czy zmierzamy w dobrym kierunku? Jest to różnie.

Obawiam się, że na tego typu zmiany będziemy musieli jeszcze poczekać, aż dorośnie nowe pokolenie? Natomiast teraz możemy spodziewać się, że nowym rozporządzeniem ministra X wprowadzone zostaną  mandaty dla  przechodniów, którzy przechodząc przez ulicę wysyłają smsy, zamiast rozglądać się wokół siebie.

wtorek, 27 listopada 2012

Sytuacja na rynku pracy w Warszawie

Sytuacja na rynku pracy w Warszawie
Warszawa to miasto położone w centralnej Polsce, które oprócz zaszczytnego miana stolicy może pochwalić się najniższą stopą bezrobocia w kraju na poziomie 4%. Stolica Polski już od kilku lat przewodzi w rankingach na miasto, w którym bezrobocie jest najniższe, nie oznacza to jednak, że problem braku pracy nie istnieje. Głównym problemem miasta jest przeludnienie związane z dużą częścią ludzi będących rdzennymi mieszkańcami innych miast, którzy przyjechali do Warszawy na studia czy też w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Sytuacja ta nie pozwala dokładnie określić ile mieszkańców Warszawy zarówno tych mieszkających na stałe i tych przyjezdnych jest osobami bezrobotnymi, ze względu na brak zameldowania i rozliczanie się w urzędach skarbowych poza granicami miasta. Jak wynika z obserwacji rynku pracy w Warszawie, przez niezależnych specjalistów z portalu www.infopraca.pl ponad 20% aplikacji składanych na oferty pracy zamieszczone na portalu, pochodzi od osób spoza Warszawy.
Tak duży odsetek osób zainteresowanych pracą w stolicy pozwala oszacować, że faktyczna stopa bezrobocia wynikająca z ilości wszystkich osób mieszkających fizycznie w Warszawie, zarówno tych zameldowanych i nie, oscyluje w granicach 6%. W tym miejscu należy podkreślić, że wielkość ta jest szacunkowa i wynika jedynie z obserwacji i zainteresowania pracą w Warszawie.

Stolica światowych marek
Warszawa poza byciem stolicą Polski jest również stolicą wielu światowych marek, które właśnie tutaj zdecydowały się otworzyć swoje siedziby lub filie obsługujące Europę Środkowo-Wschodnią, a w niektórych przypadkach nawet cały kontynent. Dzięki temu Warszawa oferuje pracę na bardzo prestiżowych stanowiskach w firmach o światowym potencjale, jednak nie brakuje również małych i średnich firma, a także tych rodzinnych, które zatrudniają do 5 osób. Sytuacja ta sprawia, że Warszawa stała się miejscem, do którego przyjeżdżają wszyscy w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy. Niestety niewiele ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że wymagania pracodawców są zwykle wyższe niż w innych regionach kraju, ponieważ w Warszawie absolutne minimum to wykształcenie wyższe, biegła znajomość przynajmniej jednego języka obcego, chociaż coraz częściej wymagane są dwa lub trzy, a także kilkuletnie doświadczenie w branży, w której chce się pracować. Warto również dodać, że obok wysokich zarobków i dużej ilości miejsc pracy, jest również bardzo duża konkurencja na każde wolne stanowisko. Dla przykładu można przytoczyć ogłoszenie, które pojawiło się na portalu www.infopraca.pl dla asystentki zarządu, gdzie liczba aplikacji w ciągu 3 dni przekroczyła 2 tys. nadesłanych zgłoszeń. Sprawdź aktualne oferty pracy w Warszawie.

Przewodzi IT oraz handel międzynarodowy
Stanowiska, na które najczęściej prowadzone są rekrutacje to oferty pracy z sektora IT oraz handlu, zarówno na rynku lokalnym jak i międzynarodowym. Wiele firm prowadzi ciągły nabór na programistów, grafików komputerowych oraz inżynierów. Rozwój nowych technologii to konik dla wielu światowych koncernów, które siedziby mają właśnie w Warszawie, a ciągły rozwój i prace nad nowymi technologiami to przyszłość światowej gospodarki. Obok fachowców z branży IT poszukiwani są wspomniani handlowcy, którzy zajmują się kontaktem i sprzedażą urządzeń, technologii oraz usług do firmy lokalnych, ale także na rynek zagraniczny. Z tego właśnie powodu zwiększają się wymagania stawiane przez firmy szukające pracowników, ponieważ nawet niewielkie przedsiębiorstwa zaczynają działać globalnie, a więc do takiej ekspansji na rynki zagraniczne potrzebni są doświadczeni pracownicy, znający języki obce i mogący bez przeszkód porozumieć się z kontrahentem.

Artykuł został przygotowany przez portal www.infopraca.pl

czwartek, 15 listopada 2012

Wskaźnik dobrobytu długo nie będzie łaskawy dla Polski. Polskie regiony mozlolnie nadrabiają dystans do ... średniej eueropejskiej.

PKB (Produkt Krajowy Brutto) to najbardziej popularny wskaźnik, który pokazuje w jakim miejscu na gospodarczej mapie świata jest dane państwo. Jednak o wiele ciekawszym jest wskaźnik PKB per capita, który pokazuje zamożność obywateli danego państwa. O ile pod względem PKB Polska znajduje się na 20 miejscu, to już PKB per capita plasuje nas na 44 miejscu. Oczywiście miejsca w rankingu ciągle się zmieniają, ale rankingi są raczej stabilne. Czy Polska w tych rankingach osiągnęła swoje apogeum? Czy będziemy szli w górę, czy też w dół? O ile PKB zależy w dużej części od wielkości państwa, o tyle PKB per capita już takiego prostego przełożenia nie ma.

Porównanie ze światem są bardzo ciekawe, bo pokazują na przykład, że Szeszele i Barbados mają wyższy wskaźnik PKB per capita od Polski, a najwyżej klasyfikowany w tym rankingu kraj afrykański Gwinea Równikowa ma PKB per capita praktycznie taki sam, jak w Polsce. Jednak dla Polski najbardziej ważne są wskaźniki, które pokazują nas na tle Unii Europejskiej. W tej klasyfikacji wypadamy bardzo blado, co oczywiście nie może być żadnym zaskoczeniem. To jest z jednej strony powód do smutku, ale z drugiej strony mamy powody do olbrzymiej mobilizacji narodowej, aby zmniejszać dystans do najlepszych. O dogonieniu najlepszych na razie nie mamy nawet co marzyć. To już zadanie dla kolejnych pokoleń Polaków.

Sytuację gospodarczą Polaków najlepiej ilustrują wskaźniki PKB per capita dla regionów. Jak ta sytuacja zmieniała się w ciągu ostatnich lat pokazują poniższe tabele, które publikuje portal europa.eu.

Tak było w 2003 roku:
Regionalne PKB per capita w EU25 w roku 2003
(w PPS[1], EU25 = 100)
10 najwyższych PKB per capita
10 najniższych PKB per capita
1
Inner London (UK)
278
1
Lubelskie (PL)
33
2
Bruxelles-Capitale (BE)
238
2
Podkarpackie (PL)
33
3
Luxembourg
234
3
Podlaskie (PL)
36
4
Hamburg (DE)
184
4
Świętokrzyskie (PL)
37
5
Île de France (FR)
173
5
Warmińsko-Mazurskie (PL)
37
6
Wien (AT)
171
6
Opolskie (PL)
37
7
Berkshire, Buckinghamshire & Oxfordshire (UK)
165
7
Észak Magyaroszág (HU)
38
8
Provincia Autonoma Bolzano (IT)
160
8
Východné Slovensko (SK)
39
9
Oberbayern (DE)
158
9
Eszag-Alföld (HU)
39
10
Stockholm (SE)
158
10
Dél-Alföld (HU)
40

... a tak było w 2009 roku:
Regionalne PKB per capita w EU27 w roku 2009
(w PPS[1], EU27 = 100)
10 najwyższych PKB per capita
10 najniższych PKB per capita
1
Inner London (UK)
332
1
Severozapaden (BG)
27
2
Luxembourg (LU)
266
2
Severen tsentralen (BG)
29
3
Bruxelles-Cap. / Brussels Hfdst. (BE)
223
3
Nord-Est (RO)
29
4
Hamburg (DE)
188
4
Yuzhen tsentralen (BG)
31
5
Bratislavský kraj (SK)
178
5
Severoiztochen (BG)
36
6
Île de France (FR)
177
6
Sud-Vest Oltenia (RO)
36
7
Praha (CZ)
175
7
Yugoiztochen (BG)
36
8
Stockholm (SE)
172
8
Sud-Est (RO)
38
9
Groningen (NL)
170
9
Észak-Magyarország (HU)
40
10
Åland (FI)
166
10
Sud-Muntenia (RO)
40
11
Wien (AT)
161
11
Lubelskie (PL)                                   
41
12
Oberbayern (DE)
160
12
Podkarpackie (PL)
42
13
Bremen (DE)
160
13
Észak-Alföld (HU)
42
14
North Eastern Scotland (UK)
158
14
Dél-Alföld (HU)
43
15
Darmstadt (DE)
158
15
Nord-Vest (RO)
43
16
Utrecht (NL)
157
16
Dél-Dunántúl (HU)
45
17
Noord-Holland (NL)
151
17
Podlaskie (PL)
45
18
Hovedstaden (DK)
149
18
Warmińsko-Mazurskie (PL)
45
19
Bolzano / Bozen (IT)
148
19
Centru (RO)
46
20
Berkshire, Buckinghamshire & Oxfordshire (UK)
142
20
Swiętokrzyskie (PL)
47

Powyższe tabele pokazują, że w ciągu 6 lat, gdy Polska jest w UE średnio o 10 PPS polskie regiony zmniejszyły dystans do średniej europejskiej. Jednak nie jesteśmy czerwoną latarnią na mapie regionów, tylko z tego powodu, że dołączyły w międzyczasie do UE Rumunia i Bułgaria. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że Podlaskie, Warmińsko-Mazurskie i Świętokrzyskie klasyfikowane są wyżej od kilku węgierskich regionów, które wyprzedzały nasze województwa w 2003 roku.

Ranking pokazujący sytuację gospodarczą regionów w 2009 roku to najnowszy ranking, który opublikowano w marcu 2012 roku.

[1] PPS (Purchasing Power Standard) to sztuczna waluta, która bierze pod uwagę różnice w krajowych poziomach cen. Pozwala ona na bardziej miarodajne porównania wielkości wskaźników ekonomicznych.

poniedziałek, 5 listopada 2012

Keep Calm and Carry On - Zachowaj spokój i rób swoje

Keep Calm and Carry On
Source: google.com via Hannah on Pinterest

Gdy wybuchła II Wojna Światowa i cały świat zaczął pogrążać się w otchłań wojny, wtedy rząd brytyjski podjął szereg działań propagandowych, których celem była zjednoczenie i podniesienie morale społeczeństwa brytyjskiego. W ramach tych działań wydrukowano szereg plakatów, wśród których był plakat z prostym hasłem "Keep Calm and Carry On".

Wydrukowano go w ilości 2 milionów sztuk, ale nigdy nie został przekazany do dystrybucji. Plakat byt przygotowany do rozwieszenia na wypadek inwazji Niemiec na Wielką Brytanię do której na szczęście nigdy nie doszło.

Hasło zostało niejako odkryte na nowo w 2000 roku za sprawą księgarza z północno-wschodniej Anglii, który znalazł egzemplarz plakatu w swojej księgarni w jakimś zakurzonym pudle.

Od tego ponownego odkrycia hasło Keep Calm and Carry On zrobiło oszałamiającą karierę w Wielkiej Brytanii, ale również w angielskojęzycznym obszarze.

Hasło zostało zaadaptowane dla celach komercyjnych i to z olbrzymim sukcesem. Obecnie hasło jest tak popularne, że sprzedawanych jest bardzo dużo produktów z tym sloganem.  Popularność hasła związana jest z olbrzymią uniwersalnością sloganu w wielu kontekstach znaczeniowych.

Keep Calm and Carry On

W 2009 roku plakat z Keep Calm and Carry On miał swoje największe odrodzenie w związku kryzysem ekonomicznym w Anglii. Największe angielskie dzienniki opublikowały obszerne artykuły związane z tym hasłem i jego znaczeniem dla ludzi, którzy popadli w ekonomiczne kłopoty.

W listopadzie 2009 roku znany rockowy zespół Stereophonics wydał album  Keep Calm and Carry On.

W maju 2010 roku francuski portal Geekiz opublikował kompilację 85 różnych wariantów plakatu.

Powstałą nawet strona KeepCalmAndCarryOn.com, na której można kupić różne gadżety związane z tym hasłem

Slogan jest niezwykle popularny w krajach angielskojęzycznych. Jego przesłanie jest jednak uniwersalne. Zachowaj spokój i rób swoje, a osiągniesz swoje cele, w tym biznesowe. Więc Keep Calm and Carry On.


niedziela, 4 listopada 2012

Czy powstaną Stany Zjednoczone Europy?

Stany Zjednoczone Europy
wracamy do przeszłości czy ...
Unia Europejska to związek suwerennych państw, ale czy tak będzie nadal? Czy nie czeka nas stopniowe przekształcanie Unii Europejskiej w państwo federacyjne na wzór Stanów Zjednoczonych Ameryki? Może jednak zwycięży koncepcję Europy ojczyzn, która zakłada rozwój związków gospodarczych, przy zachowaniu odrębności politycznej państw członkowskich Unii. Jest jeszcze trzecia droga, czyli powrót do przeszłości?

Obecne zawirowania w euro-zonie postawiły na nowo sprawę wzajemnych związków państw członkowskich Unii Europejskiej. Znaczna część analityków i polityków uważa, że obecne kłopoty, które wywołały państwa z tzw. grupy PIIGS, są wynikiem zatrzymania procesu integracyjnego na etapie wspólnej waluty i pozostawienia polityki fiskalnej w gestii każdego państwa. Panaceum na wyjście z tej sytuacji ma być wspólne państwo.
Stany Zjednoczone Europy
... idziemy ku przyszłości

Pierwsze kroki zostały już uczynione. W czerwcu 2012 roku Grupa Przyszłości, której inicjatorem jest niemiecki MSZ Guido Westerwelle, poinformowała, że rozpoczęła przygotowania Planu transformacji dla państwa europejskiego. Inicjatywę MSZ Niemiec poparli ministrowie spraw zagranicznych Austrii, Belgii, Danii, Hiszpanii, Holandii, Luksemburga, Polski, Portugalii i Włoch.

Grupa Przyszłości proponuje:
  • przekazanie części prerogatyw prezydentów oraz premierów z państw członkowskich UE przewodniczącemu Komisji, który byłby wybierany w wyborach powszechnych. Rząd Europejski byłby tworzony przez przewodniczącego Komisji, który miałby pełną swobodę w doborze członków rządu.
  •  likwidację Rady Europejskiej i Rady Unii Europejskiej i powołanie na ich miejsce drugiej izby  Parlamentu Europejskiego
  • przekazane do państwa federacyjnego zarządzanie m.in: granicami, obronnością, budżetem.
Obecnie rozważany jest  plan utworzenia centralnego budżetu państw euro-zony w wysokości 20 mld euro. Pomysł cieszy się poparciem Niemiec i Francji. To co prawda mały krok, ale pokazuje kierunek myślenia najważniejszych polityków w UE.

Czy koncepcja wspólnego państwa ma szansę na realizację? Wydaje się, że ta idea dla większości obywateli UE jest obecnie nie do przyjęcia. Czujemy się przede wszystkim Polakami, Czechami, Anglikami, Niemcami itd. Znikomy procent ludności naszego kontynentu uważa się przede wszystkim za Europejczyków. Czy w ogóle będzie możliwy taki proces zmiany świadomości, biorąc pod uwagę skomplikowaną historię Europy, aby Polak w pierwszej kolejności czuł się Europejczykiem, a w dalszej Polakiem? Stany Zjednoczone pokazały, że jest to możliwe, ale społeczeństwo amerykańskie tworzą w większości emigranci.

Może to jednak nie będzie miało aż tak wielkiego znaczenia? Jeżeli nie powstanie państwo europejskie, to w bliżej lub dalszej przyszłości czeka nas powrót do przeszłości czyli rozpad UE. Znowu powstaną granice, a każdy będzie musiał sam troszczyć się o swój byt. Jaki może być koniec tego scenariusza? Wiadomo! To samo, co było "przerabiane" przez całe stulecia, czyli kłótnie i wojny. Jugosławia pokazała czym kończy się rozpad państwa wielonarodowego. Może to jednak zbyt pesymistyczny scenariusz?

Wprowadzenie euro było pierwszym etapem w kierunku federacji europejskiej. Obecnie już praktycznie dla wszystkich jest oczywiste, że Unia musi prowadzić wspólna politykę budżetową, dokonać unifikacji prawa gospodarczego oraz posiadać nadzorowany centralnie system bankowy. To są prerogatywy suwerennego państwa! Nie można wykluczyć, że Stany Zjednoczone Europy powstaną szybciej, niż to nam się wydaje ... może tylko, to nowe państwo nie będzie miało nazwy i pozostaniemy Unią Europejską.

sobota, 3 listopada 2012

Rozwój technologiczny produkuje bezrobotnych?

Rozwój technologiczny był,
jest i będzie szansą na sukces!
W działalności biznesowej nie ma nic pewnego i raz danego na zawsze. Jednak czym innym jest ta oczywista wiedza, a czym innym nasza reakcja, gdy w rzeczywistości zdarzy nam się z tym zmierzyć. Wtedy zwykle następuje odruch obronny i stawiamy pytanie: dlaczego to właśnie my musimy zakończyć naszą działalność gospodarczą i wszystko zaczynać od nowa? Z taką sytuacją związane są zwykle nasze obawy o niepewną przyszłość, czyli strach przed bezrobociem!

Człowiek jest w stanie przystosować się do zmieniających się warunków, ale w zdecydowanej większości przypadków robimy to niechętnie. Nie oszukujmy się. Dla większości z nas idealny byłby stan, gdyby nasza pierwsza praca była tą jedyną z którą przejdziemy przez zawodowe życie i z której odejdziemy na emeryturę. Niestety (a może na całe szczęście) postęp techniczny wymusza na nas ciągłe poszukiwanie pracy przez cały okres aktywności zawodowej.

Jednak postęp technologiczny przyspiesza i wiedza którą zdobywamy w okresie studiów zwykle jest już mało przydatna za 20 lat, a właściwie należałoby powiedzieć, że ogólnie jest przydatna, ale ta szczegółowa wiedza już do niczego nam się nie przyda. Na to jest tylko jedno panaceum. Przez cały czas należy samemu się dokształcać, aby być na bieżąco z postępem technicznym w naszej dziedzinie i dziedzinach, które są nam niezbędne do prawidłowego funkcjonowania na rynku pracy.

Dla wielu z nas w okresie aktywności zawodowej koniecznym będzie całkowita zmiana zawodu i wiele osób martwi się, że nie podoła i zasili rosnące rzesze bezrobotnych. Te obawy nie są niczym uzasadnione i takie zagrożenie nie istnieje. Dzisiaj główny atut pracownika to jego umiejętność adaptacji. Chcieć, to móc.

Postęp techniczny i nowe technologie od zarania dziejów zawsze przynosiły ludzkości wzrost poziomu życia i nigdy nie zakończyło się to masowym bezrobociem. .Żyjemy dłużej, pracujemy znacznie mniej godzin i prowadzimy o wiele zdrowszy tryb życia i to z pokolenia na pokolenie.

Ostatnio szeroko propagowano w Internecie prognozy, że obecne zmiany technologiczne mogą łatwo doprowadzić do utraty 5-10 milionów miejsc pracy każdego roku. Dlaczego tak miałoby się stać? Czy obecny postęp technologiczny rożni się w swojej istocie od postępu z minionych epok. Może to jest jednak tylko taka sama reakcja, z jaką mieliśmy już wielokrotnie do czynienia w historii ludzkości, czyli z próbą hamowania postępu. Nie udało się to nigdy w przeszłości i nie uda się i tym razem.

Wymownym przykładem hamowania postępu technologicznego są perypetie Rakiety Stephensona. Poniższy opis pochodzi z portalu Znaki Drogowe:

    "Projektowana budowa godziła w najżywotniejsze interesy potężnych przedsiębiorstw transportowych i żeglugowych. Protest lorda Clevelanda sprzed kilku lat wydawał się łagodnym powiewem w porównaniu z burzą, jaką wywołała teraz antykolejowa kampania prasowa. Głównym celem ataku była oczywiście trakcja parowa.

    Korzystając z pseudonaukowej argumentacji „udowadniano" opinii publicznej, że wozy parowe wywołają katastrofę w skali ogólnokrajowej. Przestraszone krowy nie będą dawać mleka, a kury znosić jaj. Ptaki wytruje dym lokomotyw, wyginą lisy i bażanty. Przekraczająca ludzkie wyobrażenie szybkość pociągów spowoduje katastrofalny wzrost chorób nerwowych, a nade wszystko poronień u kobiet! Technicy „obliczali", że każdy silniejszy wiatr uniemożliwi jazdę i będzie przyczyną stałego wykolejania się wagonów. Z braku przyczepności jazda po torze pod górę będzie niemożliwa, a pożary wywołane iskrami z komina dadzą w efekcie milionowe straty. Ekonomiści prorokowali, że kolej wywoła ogólny kryzys gospodarczy ze względu na wzrastające nadwyżki słomy i siana, na które nie będzie popytu. Przedsiębiorców, wyrabiających uprząż końską i ostrogi, czeka bankructwo. Wiejscy kowale, utrzymujący się z kucia koni, powiększą liczbę nędzarzy. Jedno z najpoważniejszych pism angielskich, „Quarterly Review", zapytywało ironicznie:

        „...Czyż może być coś bardziej śmiesznego i niedorzecznego niż mowa o maszynie parowej, jadącej z dwukrotnie większą szybkością jak poczta?..."

    Nie brakowało nawet argumentów religijnych. Księża i pastorzy przekonywali swoich parafian, że kolej jest dziełem szatana. Pan Bóg stworzył przecież konie i muły po to, aby człowiek miał środki transportowe. Posługiwanie się w tym celu siłą pary, jest grzechem i obraża Boga! Nam te argumenty wydają się śmieszne, ale czytelnicy prasy w pierwszej połowie XIX wieku traktowali je na pewno poważnie."

Obecnie już nie mamy do czynienia z takim protestami, ale niektórzy producenci w sposób mniej lub bardziej zawoalowany próbują walczyć z postępem technologicznych w obronie swoich interesów. Większość jednak wykorzystuje postęp technologiczny dla polepszenia swojej pozycji na rynku konkurencyjnym i nie dotyczy to tylko firm, ale i zwykłych pracowników.

Zachowaj spokój i rób swoje!

piątek, 2 listopada 2012

W Polsce nie ma kryzysu. Jest osłabienie koniunktury

Kryzys w Polsce?
Kryzys? Jaki Kryzys!
Słowo kryzys robi oszałamiająca furorę w prasie, telewizji, Internecie. Gdziekolwiek nie zajrzeć, zewsząd atakuje nas kryzys. Wielu z nas to denerwuje i irytuje. Jaki cel przyświeca tym publicystom i ekonomistom, którym (prawie) wszystko kojarzy się z kryzysem?

Oto jedno ze stwierdzeń, które znalazłem spośród wielu podobnych (wybór całkowicie przypadkowy):
"Rosnące ceny, widmo utraty pracy spowodowały, że Polacy kupują mniej i coraz bardziej zaciskają pasa"
Gdy nie było kryzysu to nad Polakami nie wisiało widmo utraty pracy? Upadała przecież cała gospodarka planowa i zlikwidowano większość państwowych firm. To dopiero można by podciągnąć pod kryzys, a odtrąbiono wielki sukces! Czy większość polskiego społeczeństwa nie żyje od 1989 roku zaciskając pasa i wydaje wszystko co zarobi ... a wielu zadłuża się po uszy.

I kolejne zdanie z tego samego artykułu:
"Kupujemy, np. mniejsze i bardziej ekonomiczne samochody, ograniczamy wyjazdy weekendowe z rodziną, a coraz więcej osób przesiada się z drogich w utrzymaniu aut do autobusów i kolei. Świadczy o tym szybko rosnąca liczba sprzedawanych biletów komunikacji miejskiej."
W okresie prosperity lat 90. większość z nas kupowała gruchoty sprowadzane, w większości z Niemiec i w wielu przypadkach był to nasz pierwszy samochód. Ale dzisiaj apetyty wzrosły i nie wystarczy nowy samochód. Musi być jeszcze duży, jak ciężarówka. Gdy ktoś kupuje mały i ekonomiczny samochód, to jest powód do wstydu? I to jest kryzys? ... Sprawa komunikacji miejskiej. To, że przesiadamy się do komunikacji miejskiej nie ma nic wspólnego z kryzysem. Sam coraz częściej poruszam się po Warszawie komunikacją miejską, a zostawiam samochód na parkingu i nie ma to nic wspólnego z kryzysem i oszczędzaniem. Może trochę więcej czasu muszę poświęcić na załatwianie spraw, ale nie mam problemów z parkowaniem, a koszty transportu są porównywalne.

Myślę, że Prezes NBP Marek Belka najtrafniej określił stan w jakiej znajduje się nasza gospodarka: "...W Polsce nie ma kryzysu. Jest osłabienie koniunktury..."

... zachowaj spokój i rób swoje

środa, 24 października 2012

Władcy na banknotach, a politycy z najwyższymi odznaczeniami. A gdzie są ludzie biznesu?

Rządzę, więc dzielę!
W poprzednim poście opisującym rewersy banknotów brytyjskich i polskich zwróciłem uwagę, że Brytyjczycy honorują na swoich banknotach wielkie postacie ze świata nauki i biznesu, a Polacy postacie władców. Oberwało mi się trochę za wnioski, które z tego wyciągnąłem. Trudno. Każdy może mieć swoje zdanie na ten temat. Nie przypuszczałem, że temat stosunku rządzących do świata nauki i biznesu będę dalej ciągnął. Tym razem będzie o odznaczeniach państwowych. Do napisania tych kilku słów sprowokowała mnie wczorajsza wypowiedź Andrzeja Olechowskiego w TVN24, który zwrócił uwagę na kryteria, którymi kierują się rządzący w Polsce i Wielkiej Brytanii przy przyznawaniu najwyższych odznaczeń państwowych.

Okazuje się, że przez okres ponad 20 lat, w którym mieliśmy czterech prezydentów, ani jeden nie przyznał żadnego najwyższego odznaczenia państwowego osobie, która odniosła sukces w polskim biznesie. Trudno uwierzyć, że nikt na to nie zasłużył! Wśród odznaczonych najwyższymi polskimi odznaczeniami państwowymi przeważają politycy. Order Orła Białego otrzymał co prawda Leszek Balcerowicz i Jak Krzysztof Bielecki, ale to przecież działacze państwowi. To dla mnie brzmi wprost niewiarygodnie, że żaden biznesmen nie zasłużył na to odznaczenie!

Zgoła inaczej jest w Wielkiej Brytanii. Co roku Królowa Brytyjska przyznaje najwyższe odznaczenia i tytuły szlacheckie Brytyjczykom, którzy odnieśli sukcesy na polu biznesowym. Odznaczane są również osoby z zagranicy. Najbardziej spektakularnym było odznaczenie Billa Gatesa honorowym tytułem szlacheckim (The Most Excellent Order of the British Empire) w dowód uznania jego umiejętności w biznesie i działania na rzecz zmniejszenia biedy na świecie. W 2012 roku tytuł szlachecki otrzymał biznesmen Sir Thomas John Parker.


Czy to tylko przypadek, że na polskim banknotach honorowani są władcy, a najwyższe odznaczenia otrzymują politycy? Czy to o nas nic nie mówi? Nie będę już tym razem wyciągał żadnych wniosków. Niech każdy odpowie sobie sam na te pytania.

Dla zainteresowanych:

poniedziałek, 15 października 2012

Polskie banknoty promują historię, a brytyjskie postęp techniczny i naukę. Co to o nas mówi?

Gdy słucha się polskich decydentów, którzy całą parę pchają w jałowe i historyczne dysputy, a o gospodarce mówią niewiele lub ogólnikowo, to mam wrażenie, że najważniejsza w Polsce jest historia? Więc nie ma w tym nic dziwnego, że na polskich banknotach króluje historia i to od lat.
Banknoty
Banki Centralne nie zezwalają na rozpowszechnianie
obrazów przedstawiających banknoty (copyright). 
Skany banknotów brytyjskich można zobaczyć 
na stronie Bank of England
Wielu naszych rodaków wyjechało do Zjednoczonego Królestwa i w większości już nigdy nie wróci do Ojczyzny. Każdy z nich, w codziennym życiu płaci banknotami i zapewne wielu zwróciło uwagę na postacie, które znajdują się rewersie brytyjskich banknotów. Czy są to królowie, wodzowie, generałowie i przywódcy polityczni, jak to bywało i jest na polskich banknotach. Nie! Brytyjczycy na swoich banknotach umieszczają przede wszystkim podobizny wielkich naukowców i odkrywców. Na najnowszym banknocie, który został wprowadzony do obiegu w zeszłym roku umieszczono podobizny Matthew Boultona i Jamesa Watta, którzy upowszechnili zastosowanie maszyn parowych w przemyśle. Na innych banknotach znajdziemy podobizny Adama Smitha, czy Karola Darwina. To tacy ludzie stanowili o wielkości imperium brytyjskiego i wyznaczali kierunki rozwoju oraz ukształtowali świat jaki obecnie znamy. 

To porównanie banknotów polskich i brytyjskich, w pewnym uproszczeniu, ale pokazuje różnice w mentalności i stosunku do rzeczywistości gospodarczej. Tam mają jasno wytyczone cele gospodarcze, a my grzęźniemy w dysputach, które niczego Polsce nie dają. Problem jednak tkwi w tym, że główni dyskutanci decydują o przyszłości polskiej gospodarki.



Banknoty Bank of England 
nominał rewers data wprowadzenia
do obiegu
data wycofania
z obiegu
Seria D
£1 Isaac Newton 09.02.1978 11.03.1988
£5 Duke of Wellington 11.11.1971 29.11.1991
£10 Florence Nightingale 20.02.1975 20.05.1994
£20 William Shakespeare 09.07.1970 19.03.1993
£50 Christopher Wren 20.031981 20.09.1996
Seria E
£5 George Stephenson 07.06.1990 21.11.2003
£10 Charles Dickens 29.04.1992 31.07.2003
£20 Michael Faraday 05.06.1991 28.02.2001
£50 John Houblon 20.04.1994 w użyciu
Seria E (II)
£5 Elizabeth Fry 21.05.2002 w użyciu
£10 Charles Darwin 07.11.2000 w użyciu
£20 Edward Elgar 22.06.1999 30.06.2010
Seria F
£20 Adam Smith 13.03.2007 w użyciu
£50 Matthew Boulton  James Watt 02.11.2011 w użyciu

Banknoty Narodowy Bank Polski
nominał rewers data wprowadzenia
do obiegu
data wycofania
z obiegu
zł 10 Mieszko I 01.01.1995 w użyciu
zł 20 Bolesław I Chrobry 01.11.1995 w użyciu
zł 50 Kazimierz III Wielki 01.01.1995 w użyciu
zł 100 Władysław II Jagiełło 01.06.1995 w użyciu
zł 200 Zygmunt I Stary 01.061995 w użyciu

sobota, 13 października 2012

Polska przyjmuje model zarządzania inwestycjami poprzez państwowe spółki?

Pi to magiczna liczba!
Premier Tusk zapowiedział  powołanie spółki Polskie Inwestycje (PI). Ta informacja wywołała spore zainteresowanie w społeczeństwie. Nie znamy żadnych szczegółów dotyczących funkcjonowania tej spółki, ale ze słów Premiera można wnioskować, że spółka zajmowałaby się wielkimi inwestycjami infrastrukturalnymi oraz przedsięwzięciami innowacyjnymi.

Spółka ma być powołana przez BGK, MSP i inne instytucje publiczne. Spółka Polskie Inwestycje będzie prawdopodobnie udzielała tylko poręczeń i gwarancji, a BGK będzie udzielał kredytów. MF Jacek Rostowski poinformował, że akcje spółek Skarbu Państwa będą sukcesywnie przekazywane do BGK, który będzie je sprzedawał np. poprzez GPW. W ten sposób będzie powstawał fundusz kapitałowy z przeznaczeniem na inwestycje. Prognozuje się, że Polskie Inwestycje do 2015 roku będą miały możliwości inwestycyjne na poziomie 40 mld zł. Od 2014 roku proces prywatyzacyjny w Polsce ma być realizowany wyłącznie  poprzez BGK i spółkę Inwestycje Polskie.

BGK mając kapitał z prywatyzacji będzie również mógł pożyczać pieniądze na rynku, co powinno podwoić jego możliwości finansowania inwestycji.

Propozycję premiera Donalda Tuska dotyczącą finansowania inwestycji za pośrednictwem spółki Polskie Inwestycje trudno obecnie ocenić, ponieważ nie są znane szczegóły tego wielkiego projektu. Mam nadzieję, że projekt zostanie zrealizowany, a nie ugrzęźnie w machinie urzędniczej. Spółka Polskie Inwestycje może dać bardzo duży impuls rozwojowy dla Polski. Przedmiotem finansowania będą, jak zapewnił premier, tylko opłacalne przedsięwzięcia inwestycyjne. Warto więc już przystąpić do opracowywania biznes planów, bo dla wielu przedsięwzięć może to być jedyne dostępne źródło finansowania projektów inwestycyjnych.

Obecny rząd powołał już jedną spółkę. W celu wybudowania dwóch elektrowni jądrowych powstała Spółka PGE Energia Jądrowa. Na prezesa spółki powołany został były minister skarbu Aleksander Grad, który zrezygnował niedawno z mandatu posła RP. Czy ten model zarządzania zostanie powtórzony w przypadku Spółki Polskie Inwestycje?

Trochę magii? ... Skrót nazwy spółki to PI, a Pi (3,14159265358979323846264338327950288419716939937...) to magiczna liczba... 

Jeżeli powstanie spółka PI, to może być największe osiągnięciem tego rządu i premiera Tuska.

wtorek, 9 października 2012

Jedna sztaba złota uczyni cię rentierem

W ostatnią sobotę i niedzielę Narodowy Bank Polski otworzył swoje drzwi dla zwiedzających. To już 9. edycja Dni Otwartych NBP. Pracownicy NBP udostępnili wiele pomieszczeń i atrakcji dla zwiedzających. Jedną z nich była możliwość obejrzenia z bliska i wzięcia do ręki 12 kilogramowej sztaby czystego złota. 

Sztaba złota 12 kilogramów
Chociaż przez chwilę każdy mógł poczuć wagę złota!
Zdjęcia wykonano w trakcie Dni Otwartych NBP w dniu 7 października 2012.

To tak niewiele, a zarazem tak wiele dla przeciętnego człowieka. Posiadając taką sztabę złota, a dokładniej jej równowartość w złotych można być rentierem pełną gębą. Wartość tej sztaby to około 2 mln złotych. Jeżeli 2 000 000 zł ulokujemy na rocznej lokacie bankowej, to zawsze otrzymamy oprocentowanie takiej lokaty nie mniejsze niż 6%. Ta najniższa z możliwych lokat i tak da odsetki roczne w wysokości 120 000 zł... czyli 

miesięczna pensja to 10 000 zł - podatek Belki!

Sztaba złota 12 kilogramów
robi wrażenie! kliknij, aby powiększyć ... zdjęcie...

Trzymam pieniądze w banku


Tylko jest jeden problem. Skąd wziąć taką niewielką sztabę złota? Można w każdym razie pomarzyć.

piątek, 5 października 2012

Google Wallet czyli paywall od Google.

Google Wallet
czy dla wybranych
nastanie czas żniw ?

Treści publikowane w Internecie to w wielu przypadkach wartościowe prace. Gdy tego rodzaju treści są dziełem tworzonym na zamówienie właścicieli portali internetowych, to sprawa ma już wymiar biznesowy. Właściciel portalu płaci za treść i oczekuje, że zarobi na publikacji treści w Internecie. W przypadku większych i masowo odwiedzanych portali przychody ich właścicieli pochodzą przede wszystkim z reklam. Im więcej reklam i osób odwiedzających, tym przychody większe.

Część właścicieli portali doszła jednak do wniosku, że można też zarobić na udostępnieniu samej treści. Tego rodzaju rozwiązania działają już od wielu lat. W sieci funkcjonuje wiele portali, które udostępniają treść za pieniądze. Najbardziej popularne są portale udostępniające zdjęcia za opłatą. Od pewnego czasu również część tekstów udostępniana jest za pieniądze. Prym w tym wiodą portale gazet i czasopism. W Polsce działa system Piano Media, w ramach którego za opłatą udostępniane są treści z 42 portali internetowych. Otwierając na przykład strony portalu gwizdek24 bardzo szybko natrafimy na następującą informację:
"Dostęp do naszych tekstów premium w serwisie Gwizdek24.pl kosztuje 19,90 zł miesięcznie. W tej cenie są najlepsze artykuły z 42 portali. Korzystaj z systemu piano."
Czy ten sposób na powiększanie przychodów będzie obejmował coraz większe obszary polskiego Internetu. Obawiam się, że tak, bo na tym polu pojawiło się Google. Google rozpoczęło testy z systemem rozpowszechniania płatnej treści Google Wallet. Cena waha się od 25 do 99 centów za stronę. Do systemu może przystąpić każdy, kto rozpowszechnia treści w Internecie. Obecnie praktyczne funkcjonowanie Google Wallet można zobaczyć między innymi na stronie Oxford University Press. Treść w ramach Google Wallet można wykupić za pomocą karty kredytowej. 

Czy zakres blokowanej treści za pośrednictwem paywalli będzie coraz większy? Czy na pocieszenie pozostanie tylko wikipedia i blogi? To już zależny od czytelników.

czwartek, 4 października 2012

Dofinansowanie budowy domów pasywnych, ale tylko dla tych, którzy wezmą kredyt bankowy!

Domy pasywne
domy pasywne, ale tylko
dla klientów banków?

Budowa domów pasywnych może być od przyszłego roku bardziej opłacalna. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zamierza dopłacać osobom budującym domy pasywne.  Bezzwrotne dofinansowanie w przypadku domu to kwota do 50 tys, a w przypadku zakupu mieszkania do 16 tys. zł.

O dopłaty z funduszu  będą mogły ubiegać się osoby, które spełniają szereg wymogów formalnych związanych między innymi z posiadaniem pozwolenia na budowę i prawem do dysponowania gruntem.

O dofinansowanie mogą ubiegać się tylko te osoby, które podpiszą umowę kredytową z bankiem. Jest to zdumiewający wymóg, ponieważ wyklucza to osoby, które dysponują własnymi środkami. Co taki wymóg może de facto oznaczać dla inwestora? W krańcowym przypadku obsługa kredytu może pochłonąć całą kwotę dofinansowania. Jeżeli dodatkowo Fundusz wskaże banki w których można zaciągnąć kredyt, to przyszli inwestorzy mogą już zapomnieć o dofinansowaniu. Czy ten program nie został stworzony dla banków, aby mogły na tym zarobić?

sobota, 29 września 2012

Doradztwo to nie informacja?

Czy to jest telewizja, czy prasa, czy też Internet zewsząd płynie potok słów. Występują dziennikarze, eksperci, fachowcy i przekazują nam masę różnego rodzaju informacji. No właśnie! Czy zawsze przekazują nam obiektywną informację? Czy ta "informacja" nie jest odpowiednio przygotowana, aby wywarła odpowiedni efekt? Przez ostatnie kilkadziesiąt lat niesłychanie rozwinęło się wiele nauk, takich, jak psychologia i socjologia, które również wykorzystywane są ... do manipulowania odbiorcą przekazu.

Satysfakcja gwarantowana ?
Po zdobycze nauki sięgnął pełną garścią również biznes, który wykorzystuje przekaz werbalny i niewerbalny do zwiększania przychodów. Codziennie każdy z nas jest obiektem takiego przekazu. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, dopóki w wyniku takiego przekazu nie podejmiemy działań, których potem żałujemy. Należy zdawać sobie sprawę z tego rodzaju oddziaływania na nas i efektów, które mogą nastąpić, gdy na przykład dokonamy zakupów pod wpływem takiej informacji. Tylko ... że to nie jest informacja, a doradztwo. Pamiętajmy o tym!

case study
Miesiąc temu skończyła mi się krótkoterminowa lokata w banku. Pracownik banku zaproponował mi nową lokatę o trochę wyższym oprocentowaniu, ale jak to określił mieszaną. Środki tej lokaty obejmują lokatę bankową i lokatę w fundusz inwestycyjny w proporcji 50/50. Pracownik (doradca) zapewnił, że lokata jest absolutnie bezpieczna. Zapytałem ... a co w przepadku upadku funduszu? Odpowiedź: niemożliwe ... ale środki i tak są bezpieczne, bo to bank. Niestety, ale dopiero wtedy, gdy jasno postawiłem sprawę i powiedziałem, że w przypadku funduszu inwestycyjnego nie ma żadnej gwarancji na depozycie, to bardzo niechętnie "doradca" przyznał mi rację. Co robił pracownik banku? Chciał sprzedać produkt i zainkasować prowizję. Rzetelna informacja w ogóle go nie interesowała.

Obecnie coraz trudniej uzyskać rzetelną informację na jakikolwiek temat. Sprzedawca jest dla nas niejednokrotnie jedynym źródłem informacji. Niestety, ale głównym zadaniem sprzedawcy jest zachęcanie do zakupu. Więc zwykle, ale chciałem podkreślić, że nie zawsze, otrzymujemy informację niepełną lub przygotowaną pod kątem uzyskania efektu sprzedaży. Gdzie więc szukać informacji? Jednym ze źródeł jest  Internet. Nie jest to jednak w każdym przypadku pewne źródło informacji.

Innym źródłem informacji jest konkurencja danego producenta. Należy jednak do takich opinii podchodzić bardzo ostrożnie, bo konkurencja zwykle przejaskrawia opinie w drugą stronę.

Jakie jest więc rozwiązanie? Należy poszukać informacji w kilku źródłach i na tej podstawie podjąć decyzję na przykład o zakupie. Gdy trudno nam rozróżnić rzetelne informacje od reklamy, to zawsze pozostaje zdrowy rozsądek.

Rynek nie ma wrogów. Rynek ma wiele ofiar.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...